ehem, ehem, ehem... pasuje troszkę odkurzyć tego bloga, tym razem przesadziłam z przerwą w pisaniu na Nikki. Ale wszystko przez urlop, wakacje, remonty, a po remoncie gorączkę w pracy oraz szpital z dzieckiem. Na szczęście wszystko się uspokoiło. Dziecię zdrowe, robota odrobiona, farba na ścianach się trzyma. Tylko blog przykurzony jakiś taki stoi...
Uświadomiłam sobie dziś, że zdarza mi się tęsknić za dawnym życiem. Kocham Milę ponad wszystko, jestem zadowolona ze swojego życia (gdybym nie była, chyba jakiś boski piorun by mnie trafił za karę), ale zdarzają mi się dni, kiedy tęsknię do takich po prostu duperel. Jakich?
Ano na ten przykład;
- Do muzyki. Muzyka przez dłuższy czas była bardzo ważnym elementem mojego życia. Dorosłego życia, bo jako nastolatka jakoś nie czerpałam szczególnej przyjemności z obcowania z muzyką. Ale odkąd odkryłam hiszpańskojęzyczne utwory i wielu żywiołowych, ciekawych artystów, uwielbiałam poprawiać sobie nastrój muzyką. Dziś nie za bardzo mam kiedy i jak obcować z moimi ulubionymi artystami. Ze względu na zaburzenia Mili ograniczyliśmy w domu muzykę, owszem mogłabym słuchać na słuchawkach, ale jak? Kiedy wciąż trzeba słyszeć, mieć na oku, podawać, odpowiadać? No i tak jakoś muzyka jest w sferze tęsknoty... widziałam w przelocie że Anahi ma nowy singiel, jeszcze nie przesłuchałam... od maja albo i kwietnia.
- Do telewizji. Z tv jest podobnie jak z muzyką, również z powodu Mili jest wyłączona. Zdarza się nam raz na tydzień obejrzeć mecz. Naturalnie moglibyśmy przetrzymać godzinę, kiedy Mila zaśnie, ale najczęściej my też padamy jak śnięte muchy. A ja czasami mam tak wielką ochotę obejrzeć odcinek Ojca Mateusza lub jakiegoś innego serialu. Nie że wciąż, ale tak od czasu do czasu. Próbowałam w necie, ale tnie się :((
- Do simsów. Ha, simsy zawsze były moją wielką namiętnością, ale niestety nie widziałam ich od ponad roku. Czasami tęskno mi do beztroskich czasów, kiedy sama decydowałam, ile gram i kiedy. Mogłam nawet wstać o piątej, by włączyć sobie grę. Teraz ... cóż, rano wstaję, by pracować, a na simsy szkoda czasu, bo lepiej pobawić się z dzieckiem. A mnie szkoda, że szkoda.
- Do stadionu. To już poważniejsza sprawa. Przecież teoretycznie nikt mi nie broni jechać prawda? Czasem nawet jadę... Ale nie ukrywajmy, to już nie to samo. Już nie można zupełnie egoistycznie zaplanować sobie wyprawy na Litwę czy do Wrocławia. Już zawsze będzie się myśleć, co tam w domu, jak tam dziecko. A skoro to nie to samo, to bez sensu i nie ma tej spontanicznej radości. Tylko czasem żal...
- Do dawnych znajomych. Ale to bardziej taki sentyment do dawnych czasów, klimatów i młodości :) Bo wszyscy się zmieniliśmy, wszyscy poszliśmy w swoją stronę, szukaliśmy własnego szczęścia w życiu. Teraz pozostaje cieszyć się wspólnymi chwilami, boziu jaka to była wspaniała ekipa!
- Do ciszy. Znacie ten wspaniały stan, kiedy o szóstej rano jesteście same w mieszkaniu, za oknem świeci słońce, śpiewają ptaszki, a wy cieszycie się ciszą, spokojem i wogóle pięknem chwili? Ja też kiedyś znałam. Ale nie narzekam, paplanina dziecka jest cudowna. Pod warunkiem, że nie przechodzi z jakiegoś powodu w płacz...
Zdarza się Wam tęsknić za duperelami?
Jeśli tak to za czym? Czego Wam brakuje?