czwartek, 31 marca 2016

25/366 Jak cytrynę

Muszę przyznać, że wyleniłam się w marcu porządnie. Miałam nawet napisać: za wszystkie czasy, ale tak dobrze, to aż nie było. Bądź co bądź znalazłam sobie co nieco do roboty: zarówno to związane z pisaniem książki, jak też porządkami. Ale starałam - i staram nadal - wycisnąć z tych dni jak najwięcej. Dosłownie jak sok z cytryny. Tak zaplanować każdy dzień, by jak najwięcej skorzystać. 

Tak więc jest czas i na porządki wokół domu (troszeczkę), na edycję książki, na czytanie, recenzje, seriale i gmeranie po sieci za pomysłami na zabawy dla Mili. I nawet sama Mila też dostosowała się idealnie do mojego rytmu dnia, chętniej uczestnicząc w zajęciach, które przygotowałam. Pod koniec dnia - mimo wolnego - jestem porządnie zmęczona, ale mam też poczucie, że zrobiłam nie tylko to, co musiałam, ale także to co chciałam: coś dla siebie :)

Ale jak powszechnie wiadomo: wszystko co dobre, szybko się kończy. Już wczoraj odebrałam pierwsze zlecenia i niemal siłą musiałam się powstrzymać, by się za nie nie zabrać. W poniedziałek, nie wcześniej. Chociaż korci, bo duże zlecenie. I jeśli Wam się wydaje, że nie można pięknymi słowy opisać spłuczki do klozetu, to jesteście w błędzie.  Jutro jedziemy na zajęcia (trzymać mi kciuki), a weekend odpoczywamy. W niedzielę będziemy mieć towarzysko, ponieważ przyjeżdża do nas blogowa rodzinka :) A 2-3 tygodnie później kolejna - ależ się cieszę!

środa, 30 marca 2016

24/366. Nie dojadłam...

Po głębszym namyśle doszłam do wniosku, że te święta, to chyba jednak były nieudane. Bo zawsze było tak, że po świętach nie mogłam patrzeć na jedzenie i miałam wyraźny problem, by w ogóle otwierać lodówkę. A teraz nie dość, że zaglądam do wnętrza wspomnianego AGD zupełnie bez problemu, to już we wtorek miałam tak ogromną ochotę na kawałek sernika, że myślałam, że zejdę. A dziś jest środa i wcale nie jest lepiej. Wyraziłam swoje marzenia podczas zakupów w sklepie i wszyscy popatrzyli na mnie jak na wariatkę. Bo wszyscy najwyraźniej dojadają, co zostało, a ja tu ze sernikami wyjeżdżam. Sernika to może nie, ale chociaż jakieś mufinki machnę. Byle były lepsze niż ostatnio...

A jak tam u Was? Opustoszały lodówki? Macie ochotę na sernik czy spojrzycie na moją notkę z żądzą mordu w oczach? :))

wtorek, 29 marca 2016

23/366. Pierwsza wiosenna notka

Nie myślcie, że zresetował się nam kalendarz na ścianie i po raz drugi obchodzimy 21 marca. Po prostu dzisiaj po raz pierwszy naprawdę poczułam wiosnę i ujrzałam ją na własne oczy. Owszem, wcześniej widziałam i przebiśniegi i krokusy i te żółte kwiatuszki, co to moja babcia mówiła na nie "kogutki", ale kwiatki kwiatkami a ciężko nastroić się wiosennie, kiedy plucha i zimno. A dziś co prawda z rana popadał deszczyk, ale taki bardziej ciepły. Taki wiecie, co to po nim ziemia pachnie i listki zdają się być bardziej zielone. Pomyślałam sobie, że przyjemniej będzie jechać z Milą do miasteczka. 

Tak. dobre se... 
Do naszych tradycyjnych perypetii związanych z Pkp doszły kolejne. Dziś bowiem PKP przewoziło kilka stacji busami... i nas nie zabrali. W ramach wiosennego wyjazdu wróciłyśmy do domu i obserwowałyśmy przyrodę z huśtawkowej ławeczki :)) Też pięknie, tylko zajęć szkoda...

poniedziałek, 21 marca 2016

22/366. Kocurzaści gotują: Pieczarki chili z jabłkami

Chciałabym się z Wami podzielić moim kulinarnym odkryciem: pieczarkami chili z jabłkami. Przepis znalazłam na Tym blogu. Właściwie nic od siebie nie dodałam, więc nie będę wygłupiać i mówić, że to mój przepis. Zerżnęłam go dla Was i dla siebie (żeby mieć zawsze pod ręką na wypadek, gdyby właścicielka bloga zwinęła żagle) z tamtego bloga. 

1/2 kg pieczarek 
2 jabłka 
1 cebula
olej rzepakowy 
sól
pieprz
1/2 szkl bulionu 
2 łyżki papryki w proszku (słodkiej)
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka chili w proszku
1/2 łyżeczki imbiru
2 łyżki musztardy francuskiej 
3 łyżki koncentratu pomidorowego (ja następnym razem dam 2, bo za bardzo pomidorowe nam wyszło)
2 łyżki octu jabłkowego. 

A robimy tak: pieczarki obieramy i kroimy w większe kawałki. Cebulę obieramy i kroimy w drobną kosteczkę. Cebulę szklimy na oleju, dodajemy pieczarki, oprószamy solą i pieprzem, podsmażamy ok. 10min, aby puściły sok. Jabłka kroimy w kostkę (ja obrałam) i dodajemy do pieczarek. Podsmażamy kilka minut. Do miseczki wlewamy łyżkę oleju i dodajemy wszystkie przyprawy plus musztardę i koncentrat. Mieszamy i wlewamy do pieczarek. Podsmażamy, potem podlewamy bulionem. Doprawiamy do smaku octem jabłkowym, jeszcze około 10 min. gotujemy i gotowe. 

Powiem tak: przypomina to konsystencją takie leczo, tylko że z pieczarek. Jest smaczne, jest ostre. My jedliśmy z ryżem na sypko, następnym razem oprócz ryżu użyjemy też usmażonych kawałków kurczaka i będzie super :)

Jeśli chcecie zobaczyć, jak smakowicie to wygląda, wejdźcie w link, który wyżej wam podałam :)

czwartek, 17 marca 2016

21/366 O dmuchaniu :)

Zagadka: co matka może robić o siódmej rano? Dmuchać :) I wcale nie w taki specjalny balonik, który służy do sprawdzania trzeźwości, bo przypominam, że samochodu ani widoku na samochód nie posiadam. Albo inaczej: co matka może o siódmej rano wydmuchać? Nie, nie nos, kataru już nie ma. 
Nie wiecie. To już wam powiem: matka może o siódmej rano wydmuchać cztery jaja. I bez pieprznych skojarzeń bardzo proszę, bo jak widać skoro cztery to uczciwej i wiernej matce nie może chodzić o jaja wiadomego pochodzenia :))

Przyszło mi dzisiaj produkować wydmuszki z jaj, z których to dziecię w przedszkolu będzie produkowało ozdoby świąteczne. Pani kazała przynieść po dwie wydmuszki, więc ja na wszelki wypadek wyprodukowałam cztery. Naprodukowałam się przy tym solidnie, bo w sumie to nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać. Kocurzasty podpowiedział, by zrobić dziurkę a nawet dwie, więc wkręciłam w jajo śrubkę i do dmuchania. Wyprodukowałam cztery, bo oczyma wyobraźni ujrzałam, jak moje dziecko swymi subtelnymi rączkami wydmuszkę obejmuje... więc lepiej więcej :) Poza tym inne dzieci mogą nie mieć... jak się potem okazało, inne mamy doszły do tego samego słusznego wniosku. 

Podsumowując: 
po pierwsze primo: wydmuszki dostarczyłam, wydmuchane usmażyłam i zjadłam do spółki z Sanczezem bo czterem nawet ja rady nie dam. 
po drugie primo: teraz się zastanawiam, czy to trzeba było w środku przepłukać? Bo jeśli tak to może być w naszych wydmuszkach smrodek...


środa, 16 marca 2016

20/366 Kolędowanie inaczej

O tym, że moje dziecię ma talent do śpiewania, wiem nie od dziś. O tym, że kolędy lubi, żeby nie powiedzieć wielbi, też wiem...  ale dziś dowiedziałam się także, że ma niesamowitą zdolność do komponowania utworów i dostosowywania ich do aktualnych warunków. 

No bo same powiedzcie moje kochane, która z was zna kolędę "Malujże Jezuniu" i śpiewa ją do kredek?

wtorek, 15 marca 2016

19/366 Biała kawa, biały dzień

Obudziłam się dzisiaj z masakryczną ochotą na kawę. Nie wiem, czy coś mi się śniło, ale moje kubki smakowe oszalały. Próbowałam walczyć sama ze sobą i utrzymać się w łóżku, ale wystarczyło, że wyobraziłam sobie swój biały kubeczek, a w nim kawę z mlekiem, zaczęłam się ślinić. Gorzej! Wyobraziłam sobie kartonik mleka skondensowanego, które wczoraj kupiłam i też zaczęłam się ślinić. 

Obudziłam się także z leniem. Po wczorajszej przeprawie z dzieckiem (patrz: miska), czuję się zmęczona i po prostu nie wyobrażałam sobie wstać i zacząć klepać. Nie skupiłabym się. Nic to. Przez ostatnie dni zasuwałam jak mały samochodzik, nie pisałam do ludzi, zaniedbywałam książki, po to tylko by mieć do końca miesiąca wolne i zająć się kończeniem książki i różnymi załatwieniami. Po prostu będę mieć jeden dzień wolnego mniej i będę musiała bardziej się sprężyć z różnym chodzeniem. Uda się, a co! Pewnie nie wszystko, ale może chociaż to co uwiera mnie najbardziej. Lub raczej to co uwiera mnie zaraz po tym, co najbardziej. 

Czuję się beznadziejnie. Dziecko padło paręnaście minut po dziewiętnastej, a przepłakałam do 22,30. Dopóki nie wrócił Kocurzasty. Który tylko na mnie spojrzał, stanął w pół kroku zszokowany i zapytał: co się stało? Cholera, a tak się starałam nadrabiać miną, nie wyszło :))

Ten też wie, jak poprawić humor. 
Zaraz o świcie wygląda przez okno i oświadcza: wiesz, że za oknem jest śnieg???
Nie, nie wiedziałam. Wczoraj była wiosna za oknem, dziś zima... prawie na wyjazd do miasteczka, będzie super! Brawo pogoda!

środa, 9 marca 2016

18. Zaspałam

9 marca, środa
pogoda: pod psem
biomet: ojaciepierdziele
na obiad serwujemy: fasolkę po bretońsku 


Dlaczego, jak się zaśpi, to robota idzie jeszcze trudniej? Za karę? :)
Mamuniu, jak ja przeżyję dzisiejszy dzień, skoro już mnie wszystko tak wnerwia, a nie ma jeszcze dziewiątej? Wi fi to zło, pamiętajcie moje słowa. Zamiast spać jak przyzwoity człowiek, przez dwie godziny grałam w idiotyczną grę, w której Masza napełnia słoiki owocami. Na telefonie.