Chciałam, oj chciałam napisać książkę...
Ale już na wstępie pojawił się poważny problem. Dylemat, o jakim się najmądrzejszym nie śniło.
Przeczytałam bowiem w Dzienniku Polskim, że teraz wszyscy książki piszą, a nikt ich nie czyta.
I zrobiło mi się tak troszkę łyso, bo jak to tak: napisać książkę, której potem nikt nie przeczyta?
Wobec tego, po co ją pisać, dla kogo? Sama lubię czytać, ale ile można czytać to, co się samemu napisało! Przydałoby się zdobyć innego czytelnika, no choćby jednego! Zawsze to by się człowiek raźniej poczuł, że nie jest sam!
Ale jak zdobyć tego czytelnika, czym go przyciągnąć, a najlepiej zatrzymać?
Co sprawi, że obdarzy autora gorącym uczuciem, będzie spijał słowa z jego ust, lubił posty na facebooku i może nawet kupował jego książki? Jaką książkę napisać, żeby podbić polskie serca i wedrzeć się na szczyt listy przebojów? Czytelniczych, się rozumie!
Główkuję więc i główkuję, wy główkować nie mogę - co mam napisać, za jaką książkę się zabrać?
Może
romans?
Historię jak to ona i on spotkali się na ulicy i pokochali od pierwszego wejrzenia. Ale on miał żonę. I piątkę dzieci. Mimo to ona postanowiła o niego zawalczyć. Na koniec wpadła pod pociąg i po babie... Ojoj, chyba się nie nadaję na autorkę romansów. Fabuła mi wyszła zbyt skomplikowana. I zbyt łzawa. czytelniczki lubią sobie popłakać, ale nie aż tak... No i jak to mówi Kostek z Listów do M, 300% czytelniczek opowie się za ukamienowaniem tej flądry, co to się wmieszała w rodzinę. I z entuzjazmem przyjmie każdą złamaną kosteczkę w jej ciele .... Nie, romans to nie to.
No, ale skoro nie łzawy romans, to może
ognisty erotyk?
Taki, wiecie, namiętny, ponętny i gorący. Ociekający potem, śliną i no, wiecie czym. Rozbudzający, pobudzający i wybudzający. Żeby on ją wiązał, a ona go gryzła. Za nudne, mówicie? To już było? No, tak, macie rację... To może ona go związała, on ją opluł, a ona go przypalała palnikiem gazowym? Tego chyba nie było? Ale nie, wiecie, lepiej nie. Bo jak ja wydam taką książkę, to moi znajomi i rodzina, te wszystkie moje osiemdziesięcioletnie ciotki, wszyscy pomyślą, że ja może tak mężowi robię? I jeszcze pod naszym oknem pojawią się pielgrzymki podglądaczy? A to może lepiej ja podziękuję, żadnych erotyków, szczególnie ognistych...
Mam jeszcze pomysł na
kryminał.
Z kryminałem to naprawdę dobry pomysł, bo musicie wiedzieć, że ja jestem rozmiłowana w świecie zbrodni. Im więcej trupa tym lepiej, im trudniejsza zbrodnia tym wspanialej. Oczywiście w książce, żeby nie było, że popieram przemoc! Niemniej mam zapędy w tym kierunku, bo jak idę przez wieś, to zawsze się rozglądam, gdzie by tu można trupa ukryć. Gdyby się go miało, oczywiście. Ja nie mam. Ale nigdy nie wiadomo, jaka wiedza się w życiu człowiekowi przyda co nie? No, ale jeśli napiszę kryminał, a potem kogoś w okolicy zaciupią, to na kogo będzie, no na kogo? Kryminał odpada.
Można by też napisać
książkę o dupie maryni.
Nie, to nie jest kolejny erotyk! O dupie maryni - czyli o życiu po prostu. Takie trele morele, wiecie: wstała rano, zjadła bułkę, poszła do pracy, pracowała, skończyła pracować, wróciła do domu, poszła spać. I z tego trzeba wydobyć na światło dzienne obraz tej kobiety, Maryni na przykład i rozłożyć je na czynniki pierwsze. Bo czemu ona wstała i zjadła bułkę? Może powinna była napić się soku? Bo jest za gruba! A czemu po pracy wróciła do domu, a nie poszła do kina? Bo się bała, że rano zaśpi i nie zdąży zjeść bułki! Rozumiecie? Tylko, że jest jeden problem... takie książki piszą ludzie po studiach, najlepiej psychologicznych, pedagogicznych i takich podobnych. Oni się znają na rozkładaniu takiej Maryni na czynniki, ja się nie znam i jak się pomylę, to jeszcze czyjąś świadomość zachwieję. I ktoś przeze mnie bułki potem nie zje... Nie, to nie to.
Mogłabym napisać także
powieść z jajami. Taką do śmiechu.
Bo lubię się pośmiać, lubię pożartować sobie, nawet czasem z kogoś, jak nie słyszy, oczywiście.
Mogłabym w takiej powieści wyciągnąć na światło wszystkie absurdy dwudziestego pierwszego wieku, jak swego czasu Bareja. Wiek się dopiero zaczął, nie ma tego dużo, więc książka nie będzie gruba. A takie śmieszne, to się nawet dobrze czyta, potem można cytować w towarzystwie i udawać że własne. Poza tym ludzie lubią śmiać się z innych, no bo przecież nie z siebie?
Ale tu także jest niedoskonałość. No bo ja napiszę, wyśmieję, a potem mnie znajomi będą na ulicy zaczepiać. I esemesy na mnie nasyłać. Bo na czterdzieste szóstej napisałam o nim samym, na pięćdziesiątej o jego babce ze strony matki. Jak to nie znam jego babki? Przecież o niej pisałam!
Głowię się i głowię, nie mam czego napisać.
Więc chyba będę pisać ... bajki.
ps. A może Wy moje kochane mi doradzicie?
Co mam napisać? Jakie książki najbardziej lubicie?