Gdyby ktoś nie wiedział, to mamy w domu metkę boską. Nie wiem, skąd się wzięła, ale dziecko ją wyraźnie widzi i ciągle wzywa. Podejrzewam, że wyszła z książeczki z obrazkami, gdzie Jezusek leży w żłóbku, a nad nim stoją mamusia i tatuś. Dziecko uwielbia tę książeczkę i wciąż każe sobie opowiadać, co znajduje się na tym obrazku. A wieczorem opowiada po swojemu i modli się do metki boskiej. Różne metki mieliśmy już w domu, ale tak ważnej jeszcze nie :)
W ogóle dziecko zapałało ostatnią miłością do książek wprost nieziemską. Właściwie to przebywa w otoczeniu książek od pierwszych dni, wciąż pojawiają się nowe, grubsze i chudsze, nowe i używane, bo pewnie nietrudno się domyślić, ale bardzo zależy mi, by zaszczepić w niej tę miłość do książek. Ale do tej pory z czytaniem było różnie, nie za bardzo pozwalała sobie poczytać. Zdecydowanie woli oglądać obrazki, opowiadać je po swojemu, używać książek do zabaw, albo śpiewać ich bohaterom piosenki. Ostatnio zaczęło się to zmieniać i sama przynosi książeczki do czytania. Ulubioną bajkę z rymowankami o doktor Dośce nauczyła się już na pamięć i aż człowiek puchnie z dumy, gdy dziecko recytuje:
"Łowa boli, gypa bieze, zalaz ci goronce zmieze
Kilka minut no i ceść, mas tsydzieści seść i seść "
Oczywiście czytanie z dzieckiem przebiega w takim rytmie, jak dziecku to pasuje. Dlatego czasami bajki przedstawiane są w postaci skróconej. A po narodzinach Jezuska opowiadamy o potopie i arce. Bo tak się akurat otworzyło :)