Ciężko jest poczuć świąteczny klimat, kiedy za oknem jest szaro albo zielono. I to bynajmniej nie od choinek jest zielono... I kiedy dziś z rana biegłam z pojemnikiem popiołu, olśniło mnie, że to wszystko wina ocieplenia klimatu! Naprawdę pamiętam białe święta, mroźne, skrzypiący pod butami śnieg, sanki i śnieżny nastrój Bożego Narodzenia! Jak tu wypatrywać pierwszej gwiazdki, gdy za oknem błoto i zeschłe badyle? Się wcale nie dziwię, że sąsiedzi od kilku lat nie zawieszają na balkonach i ogrodowych drzewkach kolorowych lampek. To nie przez wysokie ceny prądu! To przez to, że w takiej scenerii kolorowe światełka wyglądają nieomal żałośnie i smutno!
I wiecie co: tak mnie jeszcze naszło, że to chyba coś za szybko postępuje. Bo przecież nie jestem AŻ takim dinozaurem, a pamiętam białe święta. Naturalnie jest też jakaś dodatnia strona sytuacji. Istnieje możliwość, że dożyję czasów, gdy przed domem zamiast wierzby mandżurskiej będę mieć banany i daktyle. Polskie.
ps. A ja po kawie zrobiłam taki myk i podprowadziłam córce kakao :) Bo pomimo ocieplenia klimatu, zimno dziś na dworze...


