W ostatnim czasie dużo jeździmy pociągami. Właściwie jest to podyktowane koniecznością, ponieważ Misia cierpi z powodu choroby lokomocyjnej i wolimy nie ryzykować podróży zapchanymi, szarpiącymi, a często także nieładnie pachnącymi busami. Jednakże wcale sobie nie krzywdujemy. Na pociąg mamy równie blisko jak na busa, ostatnimi czasy połączeń - szczególnie w kierunku Krakowa mamy sporo, a dodatkowo PKP zrobiło taką fajną promocję, że możemy jechać za piątkę. Czyli teoretycznie za tyle, co bus kosztuje, ale bus nie jest taki wygodny jak pociąg. Bo pociągami jeździ się naprawdę fajnie!
A ja pociągi kocham od dziecka. Podróże pociągami kojarzą mi się wyłącznie z przyjemnymi rzeczami. Albo jazda na wakacje do ciotek, albo z mamcią po wypłatę do zakładu, co później wiązało się z przyjemnymi zakupami. Już nie mówiąc o kibicowskich wyprawach gdzieś w Polskę i jeździe takim zatłoczonym składem do Poznania, Warszawy lub Zabrza. Lubię, naprawdę lubię jeździć pociągami. I nawet specjalnie sobie nie krzywduję, jeśli na stację wtacza się "czarnuszek". Tak określamy z Misią te zwyczajne pociągi osobowe ( u nas czarno bordowe, kiedyś jeździły żółto niebieskie), bo co prawda jeździ toto wolniej i trochę się tłucze, ale można wygodnie nogi wyciągnąć, bagaże ułożyć, naprawdę nie to co w busie!
Jednak muszę przyznać, że pod tym względem PKP bardzo się zmienia. Od dłuższego czasu stopniowo wymieniają pociągi na te krótkie fajne szynobusy. I koło nas też często one jeżdżą. Są cichutkie, pachnące, szybkie. Parę razy zdarzyło nam się jechać pociągiem papieskim, bardzo wygodna podróż. Doszło właściwie do tego, że my z Kocurzastym, kiedy jedziemy gdzieś bez Misi, także unikamy busa i od razu idziemy na stację PKP. Dawniej pociągi jeździły przepełnione, ja osobiście pamiętam czasy, kiedy w składach były bufety i sklepiki. Do tamtego stanu jest daleko, ale i tak widzę, że jeździ coraz więcej ludzi.
W związku z częstym podróżowaniem pociągami, czasem przydarzają nam się różne przygody. W zeszłym tygodniu Misia jak zaczarowana wpatrywała się w młodego chłopaka, który podróżował z ptakiem. Miał pudełko, ale ptak (nie wiem, jaki ale wyglądał jak szpak) był oswojony i skakał sobie po całym przedziale. To usiadł swojemu opiekunowi na ramieniu, to zajrzał dziewczynie co czyta. Niezłe przeżycie ;) Słyszałam o psie, który jeździł koleją, ale ptak? ;)
Z kolei w piątek miniony wjechaliśmy na stację w K i nagle okazało się, że ... elektrycy wyłączyli prąd. I staliśmy sobie parenaście minut na stacji, ponieważ bez prądu pociąg nie mógł jechać dalej. Misia naturalnie nie krzywdowała sobie wcale, jak wcześniej w ruchu się jej usypiało, nagle spanie minęło jak ręką odjął, z racji że był to pociąg do W, jechało nim sporo turystów. Misia - Czarodziejka wybierała sobie samych mężczyzn i czarowała ich uśmiechem. Jeden nawet zapytał po angielsku jak ma na imię. Ależ była dumna :))
Jeździmy często toteż i obsługa dobrze nas zna. Konduktorzy są różni, ale większość to bardzo sympatyczni ludzie. Sami szukają promocji, żebyśmy płaciły jak najtaniej. Szczerze? Jedyną nieprzyjemną w obejściu jest jedna konduktorka. Z racji, że na stacjach nie ma już kas biletowych, bilety trzeba kupować u obsługi. My z Misią chodzimy do samego przodu i tam na ogół znajdujemy kogoś od razu, albo czekamy. Przepraszam, ale nie będę z trzylatką ganiać po pociągu :P I tylko ta jedna pani mnie zrąbała jak psa pod płotem, ale niech jej będzie. Ja jej pokazałam adnotację, że podróżny ma zgłosić się do pierwszego wagonu od czoła pociągu i słodko zapytałam, gdzie ma czoło. Od tamtej pory nie lubi nas jeszcze bardziej, ale nie pozwolę się mieszać z błotem. Ale większość obsługi jest super. Niektórzy wypisują bilety, zanim podejdziemy. Inni żartują i próbują flirtować. Ale i tak wszystkich na głowę bije pan, który dwa tygodnie temu pomagał nam wynieść na peron wózek. Wyskoczył z pociągu i pękły mu w kroku spodnie :D Mam nadzieję, że jakoś dojechał do Krakowa!
