Na pewno miałyście okazję zobaczyć pociąg papieski, złociste cudo, którym kolejarze uczcili pamięć JPII. Początkowo woził turystów do Wadowic, ale po jakimś czasie zainteresowanie zmalało i zdjęli go z trasy. W ostatnim czasie jednak wozi zwykłych pasażerów na trasie z Krakowa do Bielska, a my mamy przyjemność jeździć nim do Wadowic. I początkowo bardzo się cieszyłam, że akurat ten pociąg jeździ, bo to wyższa technika, nie trzęsie, siedzenia takie ładne i jeździ dość cicho. Ale szybko okazało się, że ma ten pociąg swoje minusy, a najważniejszym jest to, że on początkowo zatrzymywał się tylko na miejskich stacjach i jest dopasowany do wysokich peronów. Na dodatek poręcze ma od wewnątrz wagonu i żeby wsiąść do niego z dzieckiem na naszym przystanku, trzeba się naprawdę nagimnastykować, żeby nie powiedzieć, że wchodzić na kolanach. (Bądź co bądź papieski, to może o to chodziło, żeby na kolanach?)
Ale po wczorajszej przygodzie znielubiłam papieski pociąg ostatecznie. Jak zwykle podjechał na stację i zaczęłyśmy się do niego gramolić. Wygląda to tak, że podnoszę córkę do środka i lekko wpycham, po czym wspinam się sama. A wczoraj zdążyłam Milkę wepchnąć, a drzwi zaczęły się zamykać! Mila się przestraszyła i cofnęła, ja się przestraszyłam, że ją zgniotą i pociągnęłam ją do tyłu. Drzwi się znów otworzyły, więc powtórzyłyśmy manewr z wchodzeniem, po czym znów zaczęły się zamykać! W końcu jakoś się wtaszczyłyśmy, ale ciśnienie mi się podniosło solidnie. W tym czasie w naszą stronę podszedł maszynista, żeby pomóc nam wsiąść. Wiecie co, zestresowałam się na maksa, a gdyby konduktor nie zauważył i pociąg pojechał z samą Milą? Chyba muszę jej zrobić adresatkę, jak dla psa :P Bo ona co prawda mówi, że nazywa się tak i tak, ale już sama sytuacja, jaka okropna!
I widzicie, rozmawiałam z panią konduktorką i ona mówi, że to kwestia fotokomórki. Po prostu zbyt długo pozostawałyśmy w bezruchu (jeśli gramolenie można nazwać bezruchem) i drzwi to wyłapały i zaczęły się zamykać. Jednak na pewno nie zamknęłyby się do końca, tak żeby nas przytrzasnąć, bo fotokomórka nas by wyczuła. Dziękuję, nie sprawdzę. I powiem wam, że chrzanię takie technologie. Wolę czarne złomki (pociągi, na pewno je znacie), czasem drzwi się w nich nie domykają, piździ jak w kieleckim, mają twarde siedzenia, ale poręcze są na swoim miejscu i można do nich wsiąść bez przygód :)