Podsumować,
czy nie podsumować?
Postanawiać,
czy nie postanawiać?
Ostatni
dzień starego roku jest dobrym dniem, by wykonać jakiś krok
naprzód. Bądź co bądź to co przed nami jest czystą niezapisaną
kartką i tylko od nas zależy, co z tym zrobimy. Choć wiadomo, że
nie końca. Bo co? Postanowię sobie, że od przyszłego roku pójdę
do szkoły, a z Milą co zrobię? Albo, że co dwa tygodnie będę
jeździć w Tatry - a kto zostanie z psem? Czyli to nie jest tak, że
ta kartka zależy tylko od nas, bo nie zawsze :)
Smęcę,
wiem.
To
przez Milę, bo się jej zebrało na pobudkę i pogaduszki o czwartej
rano i jestem troszkę niedospana :)
Jaki był ten rok?
Ano różny, ale w większości chyba dobry.
Jeśli chodzi o to, co złe... straciłam dwóch świetnych przyjaciół, chodzi oczywiście o pieski. M. był ze mną tyle lat, że poczułam, jakby mi odpadł kawałek serca. Przez długi czas byłam na niego obrażona, bo gdzie taki stary dziad się szwendał, taki doświadczony pies, zaprawiony w bojach i dał się tak głupio zabić? Ostatnio obraza mi minęła i znów wspominam go z uśmiechem :)
Poza tym rok nie obfitował w jakieś większe wydarzenia. Właściwie nasze całe życie skupiło się na dziecku. Mila wciąż rośnie, odpukać jest zdrowa, rozwija się, nabiera nowych umiejętności. Niestety, gadać nie lubi i chyba tylko to nie bardzo mi się podoba, bo chciałabym poplotkować z córeczką, a tu lipa :)
Bardzo dobrze ten rok zaprezentował się także pod względem czytania i pisania, szczególnie jego druga połowa. Przeczytałam wiele fantastycznych książek, napisałam kilka swoich opowiadań. Jestem zadowolona :)
Nieco gorzej sprawa przedstawia się z blogiem, gdyż nadal nie jestem zdeklarowana w kwestii mojej orientacji blogowej. Niby mi się dobrze pisze na zamkniętym, ale jednak wolę na otwartym, wiadomo, że muszę zatajać niektóre szczególiki jak choćby kolor moich odrostów czy numer psiej łapy... Niemniej radość z prowadzenia bloga jest ogromna, co chyba widać po ilości notek tu i tam i jeszcze tam :)
Jeszcze gorzej jest w kwestii mego charakteru, który przez ten rok zrobił się po prostu okropny. Jestem nerwowa, płaczliwa, humorzasta, kłócę się z mężem z powodem czy bez. Nieraz warknę na dziecko, szczególnie, gdy mnie targa za włosy. Kocham ją bez pamięci, ale w kategorii "cierpliwość" z pewnością nie zostałabym matką roku :)
Gdy się głębiej zastanowię, wychodzi na to, że najlepszą rzeczą jaką nas w tym roku spotkała - poza zdrowiem naszego dziecka, bo to bezkonkurencyjne - jest pojawienie się Uszatego. Tak od kilku dni mówię na naszego psa, który gdy biega za piłką macha uszami jak słonik z bajki Disneya :))
W kwestii postanowień noworocznych, hm hm hm :) Nie wiem, czy jest sens jakieś czynić. Pewnie mogłabym sobie obiecać, że schudnę, będę pić mniej kawy, stanę się bardziej cierpliwa, spokojna i wyważona i zacznę zachowywać się jak kobieta po trzydziestce... Ale to chyba nie ma sensu, bo i tak nie dotrzymam, i tak będę robić po swojemu. Jedno sobie tylko obiecałam i powtarzam bez końca, może się uda, może spełnię to jedno postanowienie: napiszę w końcu własną książkę i wyślę gdzieś w świat :)
Ile można czytać cudze, co nie?
A na Nowy Rok nasze domowe stado życzy Wam pomyślności i uśmiechu. Spełnienia marzeń, pragnień i snów erotycznych :) Dużo zdrowia i pieniędzy. Bo jak wiadomo, by w naszym pięknym kraju mieć jedno, potrzeba drugiego :)