Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutki smuteczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutki smuteczki. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 stycznia 2016

12/366 Nie-cicha noc

Opatulona kołdrą, z dzieckiem przy lewym łokciu, z kawą w zasięgu prawej ręki i z laptopem na kolanach. Dlaczego wcześniej nie wpadłam na to, że łóżkowo-leniwcowy tryb życia jest całkiem przyjemny? I tym sposobem mogę właściwie czytać, pisać, robić szkice notek, tworzyć recenzje, opowiadania, a nawet pracować? Gdybym jeszcze miała wi-fi, to już w ogóle byłby hajlajf, a tak to trochę prowizorka. Ale za to jaka przyjemna...

Przyjemna za to z pewnością nie była noc, która dzięki Mili zamieniła się w koszmar. Dziecko nie wiadomo dlaczego, obudziło się w środku nocy. I tak sobie leżało. Dopóki nie stwierdziło, że właściwie to nieco mu się nudzi samemu i pasowałoby już iść spać. Ale tak iść spać w samotności? No, nie... lepiej obudzić matkę i ojca, niech dotrzymają towarzystwa, przeklną troszkę pod nosem, a matka na to wszystko niech jeszcze pośpiewa. Cichą noc najlepiej. A niech się matka ośmieli przy dwudziestym razie pomylić zwrotkę drugą z trzecią... zgroza. My wstaliśmy jak zombie, ja swoje odryczałam tuląc wierzgającą i wrzeszczącą rozespaną córkę. W takich chwilach wydaje mi się, że nigdy nie będzie dobrze...

Ona pospała do 9,00, ja swoje odpisałam i już mi się nic nie chce. Trzeci dzień z rzędu wykładam ciało i cieszę się psim ciężarem na stopie i ciepłem dobiegającym z kaflowego pieca. Czytam kryminał na czytniku. Rozmyślam nad opowiadaniem na konkurs i próbuję odgonić czarne myśli. Ale ciężko idzie...

czwartek, 25 czerwca 2015

Nie ma Zbyszka

Na dniach miałam napisać notkę pod tytułem "Nowa morda przy misce". Nie zdążyłam. Zbyszka nie ma już półtora tygodnia, czyli zachodzi obawa, że już nie wróci. Kim jest Zbyszek? Kocurkiem, małym szarym kocurkiem po tej czarnej dzikiej kotce. Absolutnie dzikim, chudym jak nieboskie stworzenie i oczywiście chętnym do nakarmienia. Czy raczej był, bo najwyraźniej rozprawiły się ze Zbyszkiem kocury. 

Zbyszek jest... hm, Zbyszek był z tych srebrzystych, pięknych kocurków. I choć przy pierwszym naszym spotkaniu z moich ust dobyło się pozbawione radości "Nosz kur*** następny", to przecież nie odgonię od domu i od miski. Jego mama jest dzika, ale naturalnie ta dzikość nie przeszkadza jej w opędzlowywaniu miski naszych kotów stojącej na podwórku. Poniekąd czuję się za tę czarną chudzinę odpowiedzialna, więc za podarunek w postaci srebrzystego kocurka też... choć naprawdę czasami mam dość. :)) I lubiłam sobie ze Zbyszkiem pogawędzić odrobinę, choć naturalnie w odległości pięć metrów od płota...

Zniknięciu Zbyszka towarzyszą mi skrajne emocje. Z jednej strony to trochę ulga, że kolejna kocia sierota nie znajduje się na naszym utrzymaniu. Z drugiej... wychodzę na podwórko i rozglądam się, wołam, tak ociupinkę mam nadzieję, że wyrwał się z kocich szczęk i opędzluje michę z resztkami. (chrupek nie lubił). Koci świat brutalny jest, zupełnie jak ludzki. I nie znosi konkurencji. Nasze kocice też na siebie syczą przy misce, czasem robią "pac" łapą, ale jeszcze się nie gryzą i chyba na gryzienie za stare już są...

Nie znam się, jest jakiś sposób żeby tę czarną zabezpieczyć na wypadek seksu? Nie chcę powtórki ze Zbyszka. 
Z tym, że złapać się nie da, ani podejść. Jedynie jej coś rzucić. W parówce schowane. 

wtorek, 5 maja 2015

Zapada zmrok...

Zapada zmrok, już świat ukołysany, 
Znów jeden dzień odfrunął nam jak ptak. 
Panience swej piosenkę na dobranoc 
Zaśpiewać chcę w ostatnią chwilę dnia. 

I chociaż wnet ostatnie światła zgasną,
Opieka Twa rozproszy nocy mrok.
Uśpionym wsiom, ukołysanym miastom,
Panienko, daj szczęśliwą, dobrą noc.

I ludzkim snom błogosław dłonią jasną,
I oddal od nich cień codziennych trosk.
I tym, co znów nie będą mogli zasnąć,
Panienko, daj szczęśliwą, dobrą noc.

A komu noc czuwaniem jest niełatwym
Na czas bezsenny siłę daj i moc.
I tym, co dzisiaj zasną raz ostatni,
Panienko, daj szczęśliwą, dobrą noc.

Zasypia świat piosenką kołysany, 
odpłynął dzień, by jutro wrócić znów.
Uśmiecham się do Ciebie na dobranoc,
Piastunko moich najpiękniejszych snów. 


Wczoraj wieczorem zabrałam Misię na majówkę do pobliskiej kaplicy. Chciałam jej pokazać miejsce, które sama odwiedzałam z babcią, będąc dzieckiem. Dawno mnie tam nie było, na majówki przestałam chodzić kilkanaście lat temu. Nigdy nie było po drodze, choć wcale nie jest daleko i nie raz wpadam tam zupełnie bez powodu. Jeśli się uda, będziemy teraz chodzić razem z córką, trochę późno te nasze majówki, bo prawie o 20,00, więc pewnie nie zawsze się uda. 

Dziecko jak zaczarowane, z szeroko otwartą buzią oglądało śpiewających ludzi, kwiaty przed ołtarzykiem i płonące świece. Trochę czasu i opanuje pieśni i litanię, jak ją znam. Chociaż nie da się ukryć, że najbardziej zainteresowały ją stojące w środku dzieci :)

A ja wzruszyłam  się przy pieśni, którą Wam zacytowałam na początku. W oczach pojawiły się łzy, zadławiło w gardle. Przypomniałam sobie, jak będąc niewiele większą dziewczynką od Misi, przychodziłam do tej samej kaplicy z babcią. Przypomniałam sobie sfatygowaną książeczkę, z której babcia się modliła, zapach bzu i to, że zastanawiałam się, czy stojąca na ołtarzu figurka Maryi z Jezuskiem ma tam gdzieś w środku mieszkanie, do którego chowa się na noc. Rany, ile to lat minęło... Trzydzieści? Nie da się zaprzeczyć :)



środa, 15 kwietnia 2015

Rudy i smutny

Pogodę mamy dziś ładną, tyle że wieje solidnie. Jednak porządków w ogródku nie dało się dłużej odkładać, więc czapki na głowy i do grabi. Mila wiernie mi towarzyszyła... rozdeptując kretowiny. Ale ja nie o Mili i nie o porządkach dziś chciałam, ale o tym, że ciężko mi na duszy przez to, co spotkało nas popołudniu. Mianowicie ledwie wyszłyśmy do ogródka i zabrałyśmy do grabi, zawołały nas dzieci sąsiadów. Podeszłyśmy więc do płotka, żeby pogawędzić i wtedy z oczu zniknął mi Uszaty, nie przejęłam się tym jednak bardzo, bo Uszaty jest psiskiem dość usłuchanym i raczej z oczu nie znika bez powodu. Po chwili jednak dostrzegłam go... stojącego na torowisku! Szybko wzięłam córkę na ręce i zaczęłam schodzić w stronę torów. Wtedy zobaczyłam, że kundel wcale nie jest sam!

Obok niego stał mały, rudy piesek. Natychmiast przywołałam Uszatego do nogi, na szczęście szybko usłuchał. Kątem oka zauważyłam, że w zaroślach za torami znika biało-czarne coś, ale rudy piesek nadal stał dokładnie pomiędzy szynami. Krzyknęłam, żeby schodził, a wtedy zaczął powoli iść w stronę dworca. Ale jak szedł... maluteńkimi kroczkami, utykał i w końcu położył się na tych torach i zaległ. Roztrzęsłam się cała, bo lada chwila mógł jechać pociąg, a miernota zostałaby przejechana! Zrozumiałam, że coś ma nie tak z łapami albo tyłem, bo nie kulał, ale utykał na cały tył tak śmiesznie. W międzyczasie przybiegły dzieci sąsiadów i co było robić? Dziewczynka chwyciła Milę za rękę, a ja poszłam po tą rudą sierotę. Kiedy podeszłam sprawdziłam, czy nie ma czasem złych zamiarów względem mojej dłoni, ale zamerdał ogonkiem... i dalej leżał patrząc smutno. Wzięłam na ręce i zniosłam na trawę kawałek od torów. I tam sobie leżał chwilę nieśmiało merdając rudą szabelką. 

W tym czasie Uszaty zechciał okazać swoją zazdrość pod tytułem "moja pańcia" i rudego obszczekał. Nie było wyjścia. Milę na ręce, Uszatego ochrzanić i do domu. Psa przywiązałam na smyczy do krzesła ogrodowego, żeby nam nie chodził na zwiady, a my zabrałyśmy się do roboty. Ja obkopałam skalniak, Mila podeptała kretowiny, ale co chwila myślą wracałam do pieska. Postanowiłam, że kiedy Kocurzasty wróci z pracy, zamkniemy uszatego w domu i pójdziemy sprawdzić, czy jeszcze jest i jak się ma, ewentualnie zadzwonimy do jakiegoś ośrodka dla piesków. Po krótkiej chwili zauważyłam że piesek gramoli się z powrotem na nasyp. Obserwowałam go z daleka i czułam się cholernie bezsilna. 

Pies przez chwilę dreptał po torowisku tam i z powrotem szczekając słabo. Po chwili na łące ukazał się biało - czarny kundelek i dołączył do niego. Razem ruszyły w stronę wsi, naturalnie torami. Wstąpiła we mnie nadzieja, bo rudy szedł już o wiele szybciej. Doszłam do wniosku, że kończą eskapadę i idą do domu. Miałam tylko nadzieję, że po drodze nie minie ich pociąg...

Półtorej godziny później Kocurzasty wrócił z pracy, a wtedy Uszaty popędził do ogródka. Mąż poszedł za nim i dostrzegł na łące tego czarno-białego pieska. Niestety uciekł na widok naszego Uszatego do lasku, Kocurzasty za nim poszedł, ale go nie znalazł. Rudego nie było. Chcę myśleć, że gdzieś się schował, albo wrócił do domu i że nie spotkał tego cholernego pociągu... 

Nie wiem, czy to pora na psie romanse, czy ktoś je wyrzucił z pociągu? Nigdy wcześniej ich nie widziałam, teraz mało gdzie pies luzem lata. Jutro będę wypatrywać, może się pojawią? Ale tak mi źle i beznadziejnie. ..