czwartek, 19 grudnia 2013

Myślenie przy kawie

No, to teraz przyznawać się bez bicia. Ktoś zdziwiony?
Podejrzewaliście, że nie wytrzymam? No, to dobrze podejrzewaliście :)
Nic nie mówcie, po prostu czytajcie :)
Bo ja jestem i piszę. Znów.

A tymczasem z rana siedzę sobie z kubkiem kawy i myślę. Przede wszystkim o świętach, jak urządzić to wszystko, co kupić, co ugotować. Klimat świąteczny poczułam już ponad miesiąc temu, ale jeśli chodzi o organizację, jestem w rozsypce. Kupiłam tylko bombki z bambusa, paczkę grochu i suszone śliwki. Co lepsze, nie wiem, kiedy kupię resztę, bo sama się nie wybiorę, a mój kochany mąż pracuje do świąt...

Dziecko zrobiło mi się też nieznośne. Wiem, wiem, już pisałam kilkakrotnie, że jest nieznośna. Ale wychodzi na to, że osiągnęła kolejny poziom nieznośności. Mam tylko nadzieję, że to już ostatnie stadium, bo jak się jej jeszcze rozwinie, to ja chyba padnę i nie wstanę... Nic tylko by siedziała na kolanach, matka nie może wyjść z kuchni, do łazienki wbiegam w rozpędzie, często opuszczając spodnie już w progu. Sikanie trwa dokładnie pięć sekund, aż mi się mąż zainteresował ostatnio, co ja tak mało czasu spędzam w łazience.
No, po prostu wyćwiczona jestem, mój drogi! Na grubsze sprawy szans nie ma, pies nauczył się wiązać pęcherz na supeł i czekać jak milady zaśnie i będzie mógł wyjść do ogródka...

Nie wiem, czy to pod dręczenie zwierząt nie podchodzi, ale robię, co mogę. Sam wyjść nie może, bo odkąd capnął pijaka w nogę, jest na wsi persona non grata i zachodzi obawa, czy alkoholowa mafia nie zrobi zamachu na jego życie...

O przygotowaniach do świąt jeszcze napiszę, tak jak mówię jestem w rozsypce, wiem tylko, że teściowie spędzają wigilię w domu (hip hip hurra), więc u nas będzie cztero osobowo, kameralnie i fajnie. Poza tym będzie jak zawsze :)





12 komentarzy:

  1. Wiedziałam ;* Ale Wam rośnie despotka mała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała, potrafi postawić na swoim... ech :)

      Usuń
  2. A ja narzekam na kota-podglądacza ;))) Co do bloga, sumie to myślałam, że jak zamknęłaś, tak zostanie zamknięty. Pewnie myślałam tak, patrząc po sobie - kiedyś miałam ich kilka, a pozabarykadowaniu się w jednym miejscu już mi się zwyczajnie nie chce rozdrabniać :))) Tym bardziej, że blogi miałam niepołączone, więc na każdym zbierali się inni ludzie. Dziwnie tak trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzięłam i przedwczoraj zmieniłam adres, stwierdzając, że zacznę od nowa. Ale tak mi się żal zrobiło, żal mi pisania tutaj. Na zamkniętym jest jeden minus, nie zabłądzi do mnie wędrowiec żaden a ja tak lubię poznawać ludzi :)

      Usuń
  3. Witaj ;)
    Dobrze, że jesteś :)
    Pozdrawiam mile :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj Nikki... Ile razy ja blog usuwałam i ile razy wracałam - nie policzę. A Mili najwyraźniej zaczyna bunt dwulatka i teraz będzie testować Twoją wytrzymałość, ale nie daj się! Następny taki bunt w wieku lat sześciu będzie, a potem to już bunt nastolatka - to dopiero jest coś ;-) Właśnie przerabiam to z siostrzeńcem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tak: było pewne, że wrócisz na stare śmieci :)

    Ja dopiero wczoraj wróciłam do domu. Dobrze, że udało mi się przywieźć wszystkie prezenty i nie muszę na ostatni moment ganiać po sklepach. Dom mam z grubsza ogarnięty (dzięki mamie :)).
    Dzisiaj piekłam pierniczki, aby tradycji stała się zadość. Zaraz je polukruję. Jutro rano szybko odkurzę dywany, zetrę kurze, przemyję jeszcze raz podłogi i wyszoruję łazienkę. Potem zostanie pichcenie i doprowadzenie kuchni do porządku :)

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)