poniedziałek, 3 lutego 2014

Z górki na pazurki :)

Ten weekend miał być saneczkowy, ale niestety: pogoda pokrzyżowała nam plany i "zabrała" śnieg. Została ta paskudna szara breja, która przemaka buty i której nienawidzę. Nawet pies jej nienawidzi, bo stara się dotykać podłoże jak najmniejszą ilością łap. Szczególnie przy sikaniu fajnie to wygląda, bo nieraz pada na pyszczek :D

No, w tym roku zima się nie postarała. Ale może to i dobrze? Niemniej wspomnienia obudzone saneczkowym tematem, same biegną ku śnieżnej bieli, mroźnemu powietrzu, błękitnemu niebu i słońcu błyskającemu w zaspach. Tam, moi kochani, wspomnienia ferii szkolnych z prawdziwego zdarzenia. Wspomnienia okresu, gdy dwa tygodnie wolnego od szkoły były czymś fantastycznym, bo spędzało się je na śniegu, na mrozie, na powietrzu i najczęściej na sankach :)

Mieszkam w okolicy, która obfituje w liczne górki, mniejsze i większe. Nawet koło mojego domu jest ich kilka, więc mogłam się saneczkować bez konieczności opuszczania własnego podwórka. Sanki miałam solidne, drewniane, bez oparcia, niejedną zimę przetrzymały. Swój żywot zakończyły, gdy wpadłam na bajeczny pomysł zjeżdżania z górki, która kończyła się zamarzniętym na kość bajorkiem. Z takim impetem wpadły na lód, że się połamały, na szczęście tylko one...

Sanki - sankami, ale i tak najlepiej się zjeżdżało na worku. Z racji, że nasz dom był typowo wiejski i gospodarski, czyli konie, krowy i kurki, worków nie brakowało, jak i siana czy słomy do wypchania także nie brakowało. Worek taki ma nieziemski poślizg, żadnych sanek się do tego porównać nie da. Ma tylko jedną wadę, czasem wyjeżdża spod tyłka i tyle go widziałaś. Ty na górze, worek na dole, a zapewniam, że sam nie przyjdzie :)

Jednej zimy zjeżdżaliśmy też w metalowej misce, ale do tego trzeba być lekkim :)
Teraz bym zaryła się po pachy i tyle by mnie widzieli...

Kiedyś kolega pożyczył mi narty. Bawiłam sie więc, że jestem Andreasem Goldbergerem (Goldie I love you!), zbudowałam skocznię, bardzo niską i ćwiczyłam, póki tyłek nie był siny. Pod koniec nawet się już nie przewracałam, ale właśnie wtedy mi się znudziło.

Zawsze kombinowaliśmy, żeby górka była jak najdłuższa, choć nigdy nie chciało nam się spinać z powrotem. Niedaleko mojego domu jest stroma górka, po której biegnie chodniczek z betonowych płytek. namiętnie zjeżdżaliśmy po tych płytkach, bo były dobrze udeptane. Ludzie pewnie nie byli tym zachwyceni, ale kto zabroni dzieciom? Czasami łączyliśmy sanki w mini kulig, czasami ktoś spadał i nabił guza, ale nic się poważnego się nikomu nie stało.

A w prawdziwym kuligu uczestniczyłam tylko raz. Byłam na zimowisku w górach z młodzieżą oazową i ksiądz zorganizował nam kulig: sanie, konie, góry, śnieg. Niezapomniane.

39 komentarzy:

  1. Głowa do góry, bo ,,gdy w Gromniczną z dachu ciecze, zima jeszcze się przewlecze”. Co mnie niestety nie cieszy. Mieszkam obok parku, jest tam kilka górek, więc też trochę sobie pozjeżdżałam. Ostatni raz jakieś 3 lata temu :-) A kulig marzy mi się taki z Sienkiewicza rodem.

    OdpowiedzUsuń
  2. dokładnie, swoje ferie spędzało się na tego typu zabawach. Bardzo fajne to były czasy ;) też zjeżdżałam z górek, a mam ich koło siebie trochę:) na kuligu byłam niejednym, ale więcej nie wsiądę, bo ostatni źle się dla mnie skonczył ;) przejechały mnie sanki i mam na udzie takie jajo do dzisiaj :) chyba mięsień zerwany
    gdzie Ty masz brak śniegu? Jej, chodź do nas, albo na lubelszczyzne jedź, od groma i pod dostatkiem, starczy na niejedną górę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, my bliżej gór, a mamy tyle co nic :)

      Usuń
  3. Na mazowszu u nas śniegu tez pod dostatkiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tu u mnie śniegu w ciul:/
    Nie lubię.
    A zjezdzałaś kiedyś na masce od syrenki?:>
    Nie?
    To co Ty wiesz o zjezdzaniu?:>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i mnie zmiażdżyłaś :D
      Notka poszła się ee... :)

      Usuń
    2. Notka zjechała na masce:P:P:P

      Usuń
    3. Sama zjeżdżałaś, czy kilku was było ?

      Usuń
  5. ja też myślę, że ten śnieg to było dopiero preludium do zimy... ;)
    pomysły zajebiste miałaś, uśmiałam się.... choć ja też ostatnio ze znajomymi wspominałam jak to jako dzieciaki koło bloku zjeżdżaliśmy dopóki glut po pas nie wisiał, a rękawiczki nie były sztywne z mrozu ;)
    echhhh ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak było, i wcale nie było zimno :) dziwne nie?

      Usuń
  6. Mam wspomnienia z prawdziwych zimowych dni... Zaspy na metr, mroz 30 stopni, a my do szkoly. I byly sanki i wszelkie inne zimowe swawole, i nikt nie byl chory, szkoly nie byly zamkniete. Do szkoly wozili nas saniami... Bylo tak, jak w bajce o Krolowej Sniegu...
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście :) W takiej scenerii można poczuć się jak w bajce :) ps. narobiłaś mi kochana smaka na Andersena :)

      Usuń
  7. Ja też tak spędzałam ferie:) Non stop sanki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha My zaraz zabieram Babla na sanki. I idziemy nad rzekę jeździć na łyżwach. W końcu był ten 25 stopniowy mróz co. Teraz na szczęście tylko -5 i cuuudasnie słońce.

    OdpowiedzUsuń
  9. u nas jest lekki spad od bramy do garażu i tam o zgrozo dziecię nasze urządzało sobie z kolegami jazdę na sankach, na butach, na czymkolwiek, zatrzymując się na drzwiach garażu, dopiero, gdy kupilismy samochód, skończyło się lodowisko koło domu, ale ile razy rąbłam na tyłek zapominając o tym lodziku to zgroza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też jest taki spad przed domem :( Boli jak diabli...

      Usuń
  10. My zjeżdżaliśmy jeszce na oponach, ale worki były najlepsiejsze :) Za czasów szkolnych chodziliśmy całą bandą na górki do lasu i dopóki było cokolwiek widać to jeździliśmy. Jako już mężatka chodzimy na górkę za domem, jeszcze kiedy Bąbla nie było to zrobiliśmy sobie prawdziwe feriowe popołudnie którejś niedzieli i cała "starzyzna" (czyli my, męża siostry z mężami i brat) jeździliśmy na sankach na równi z "młodymi" (czyli dzieciakami). A póxniej było ognisko i grzane wino z termosu (tylko dla dorosłych).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kurczę powiem ci że fajny pomysł :P Choć ja chyba jestem zbyt wygodna :) Mój powrót do dzieciństwa to pewnie byłaby gra planszowa przy piecu i kakao :P

      Usuń
  11. My w tym roku trochę z sanek skorzystałyśmy, ale z górki nie zjeżdżałyśmy, bo albo prosto w nią wiało, albo już starsze dzieci śnieg wyjeżdżały. U nas była w parku taka fajna górka wszyscy tam się schodzili i zjeżdżali, albo na sankach, albo na tyłkach. Jak się wówczas kombinowało, tyłem, przodem, na leżąco, na stojąco :) A teraz patrzę na te zjeżdżające dzieciaki i myślę "matko jak mi zimno" :) ehhh starość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo :) Zimą najchętniej nie wychodziłabym z domu :)

      Usuń
  12. U mnie bylo podobnie z zimowymi wyczynami :-) i pamietam jak zaiwanialam do szkoly po zaspach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, u nas z zaspami to nie, bo tuż przy głównej drodze, ale już o Kocura zaspy na kilka metrów :)

      Usuń
  13. Na prawdziwym kuligu nigdy nie byłam... A mieliśmy iść, będąc w ferie w Zakopanem. Może kiedy... :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ehhh, tak ja na kuligu też nie byłam wiele razy;)
    a teraz się ciesze, ze u mnie słonko, brak chlapy i ciepło;) i za nic by nie zamieniła tego na śnieg... dzieci pewnie tez nie, bo u mnie się ferie już skończyły;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja wychodzę z założenia, że jak po Gwiazdce, to śnieg już zbędny :)

      Usuń
  15. Na prawdziwym kuligu tez bylam raz w zyciu, w 8 klasie podstawowki. Woznica celowo jezdzil slalomem, zeby nas zrzucac z naszych malych saneczek, a potem dawal koniom batem po zadzie, zeby nam uciec. Trzeba sie bylo naganiac, oj trzeba! Chlopcy mieli radoche, ale my-dziewczyny, takie 14-letnie panieneczki bylysmy wsciekle... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, potrafię sobie wyobrazić tę scenkę :)

      Usuń
  16. Zima z moich wspomnień to też sanki, górki i kupa smiechu ;) teraz jakoś zima pożałowała nam sniegu, przynajmjiej na śląsku ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja nigdy nie mialam okazji uczestniczyc w kuligu ;/

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)