Nie było mnie chwilkę, bo się zapisałam na amen. Miałam natchnienie jak ta lala, ale tylko na pisanie głupot... na notki i artykuły natchnienia brakowało i kiedy zaczynałam stukać i czytałam, co wystukałam, okazywało się, że mnie samej wstyd to czytać.Więc lepiej było dać sobie spokój :)
Zresztą o czym tu pisać, skoro niewiele się dzieje? Przez ostatnie dni była tak paskudna pogoda, że nawet nie dało się Misi na spacer zabrać. Może nawet nie tyle pogoda, co to błocko okropne. Jakoś na początku tygodnia wybrałam się z łobuzami do sklepu i zakopaliśmy się po kolana. Dobrze, że Uszaty ciągnął mocno, a ja pchałam i jakoś się wydostaliśmy z błotnej pułapki. Powiedziałam: nigdy więcej, a przynajmniej dopóki nie wyschnie. Ale na razie się nie zanosi.
Na innych blogach możecie poczytać o Walentynkach...
Cóż, my jakoś w ostatnich latach nie mamy ciśnienia na ten dzień. Kiedyś było inaczej, serduszka, duperelki, karteczki, aż mi się coś w żołądku przewraca jak o tym myślę :P
Nie wiem, czy to objaw starzenia, ale z każdym rokiem coraz mocniej mnie ten dzień irytuje. Przecież kocham na co dzień i codziennie tę miłość okazuję. Może nie prezentami, ale gestami, czynnościami.
Przykładowo: moim prezentem dla męża z okazji walentynek był ... rosół.
Bo widzicie, ja nienawidzę rosołu i gotuję go naprawdę rzadko, albo jeszcze rzadziej. A Kocurzasty rosół lubi, więc zdecydowałam się sprawić mu tę przyjemność w sobotę. Kupiłam nawet taki makaron, jak lubi! :)
A nasza Walentynka to biega po całym domu i broi :) I zaręczam, że nie chodzi o Uszatego :)
nooo bo walentynkami to się najbardziej gimnazjum jara:D a mocne związki to świętują cały czas jak koty;))
OdpowiedzUsuńCo racja to racja :)
UsuńCóż za poświecenie Nikki! Kobieta na medal! ;)))
OdpowiedzUsuńA żebyś wiedziała, bo nawet trochę zjadłam :P
UsuńMy na walentynki daliśmy sobie po małym czekoladowym serduszku, ale też nie mam ciśnienia na ten dzień :)
OdpowiedzUsuńI super, wolałabym czekoladę nić rosół :P
UsuńOliwia też wolała czekoladę, swoje wciągnęła jeszcze przed obiadem :P
UsuńJa zrobiłam czarninę. Też nie lubię a mąż uwielbia:)
OdpowiedzUsuńMy też nie obchodzimy walentynek. Staramy się codziennie jakoś miło spędzać czas, no bo we dwójkę to szybko można popaść w nudę. Aleeeeee, w przyszłym roku życzę sobie takie samej biegającej Walentynki:)
I ja tobie także życzę :)
UsuńRosolek to "tyz piknie"! ;)
OdpowiedzUsuńJa musialabym zrobic M. placki ziemniaczane, ale az tak sie nie poswiece, bo od samego zapachu robi mi sie niedobrze. ;)
No, popatrz, ja uwielbiam w każdej postaci. No, może nie z cukrem :)
UsuńTeż czasem mam tak, że nie umiem nic napisać, wtedy wolę się nie zabierać, gdy nie mam weny. A szczególnie nie mam jej, gdy za oknem jest brzydka pogoda :P
OdpowiedzUsuńhmm, ja Walentynki uwielbiam :) Chociaż jak wiadomo, każdy ma swoje zdanie :P Dla mnie to okazja, by dać sobie prezent, bardziej niż codziennie poświęcić uwagę tylko sobie! Bo okazujemy sobie miłość na spotkaniach, ale też pomagamy sobie, np z moją szkołą czy z jego kłopotami, ale w takich dniach - jakaś rocznica, czy Walentynki, spędzamy czas SAMI, skupiany się na sobie i gadamy, jemy pyszne tuczące rzeczy :P
No, właśnie my już nie za bardzo sami, a może po prostu już zbyt wiele tych walentynek było?
UsuńA wiesz, że u nas z Walentynkami to podobnie bez ciśnienia, kolacyjka w domu, serial i tyle. Ale ja domator jestem i tak lubię :)
OdpowiedzUsuńNo, to tak jak ja :P
Usuńjednym słowem - przez żołądek do serca :))
OdpowiedzUsuńJa mam bardzo podobnie- choć gdzies w skrytości ducha myślę ,że jakis maleńki kwiatek, czekoladka byłaby miła, ale generalnie jakoś za specjalnie mi nie zależy.Dzień jak co dzień.Kiedyś to było inaczej jak biegało się po szkole z Walentynką od fajnego chłopaka:) A teraz nasza walentynka też biega po pokoju i froteruje podłogi - tylee romantyzmu na co dzień :)
OdpowiedzUsuńMnie Walentynki nigdy jakoś za bardzo nie obchodziły, ale przeciw też nigdy nie byłam. Bo wychodzę z założenia, że im więcej miłości i świętowania tym lepiej ;) A bez ciśnienia to tym lepiej...:)
OdpowiedzUsuńUwielbiam rosół!
OdpowiedzUsuńMy jakoś z Tomem też nie celebrujemy tego święta, za to w tym roku postanowiliśmy sobie urządzić POLSKIE walentynki wtedy kiedy one są rzeczywiście, bo przecież mamy nasze polskie święto zakochanych
OdpowiedzUsuńu mnie odwrotnie pogoda tak dopisuje tyle si ę dzieje że nie ma czasu na notowanie bo powrót do domu człowiek zmeczony i zasypia razem z dziećmi :D
OdpowiedzUsuńWitaj
OdpowiedzUsuńMało mnie u Ciebie ostatnio- wybacz, ale w pracy kolejny raz koszmar
Pozdrawiam