Odkąd pamiętam w naszym domu kuchnia była bardzo ważnym miejscem. Kiedy mieszkaliśmy jeszcze w starym domu, kuchnia była malutka. Kiedy wybudowali dom nowy, babcia cieszyła się, że kuchnia będzie wielka i wyposażona w porządny kaflowy piec. W kuchni koncentrowało się życie domu, tu się jadało posiłki, spotykało po pracy, rozmawiało, a nawet myło - w domu nie było wtedy łazienki - czy spało na małej wersalce. Kuchnia była królestwem babci i musiała być wyposażona odpowiednio do swojego statusu.
Pewnie nie zdziwię Was, kiedy napiszę, że dawniej robiono porządne rzeczy i wyposażenie kuchenne nie stanowi tutaj wyjątku. Te rzeczy przetrwały naprawdę wiele lat. Większość kuchennych przedmiotów w naszym domu pochodziło jeszcze ze starego domu i kiedyś należało do babci. Jeszcze parę lat temu tarłam na plastykowej tarce ogórki na mizerię. Gdzieś na strychu zagubiła się metalowa maszynka do mięsa (taka ciężka, wiecie jaka?), gdybym ją znalazła i wyszorowała, pewnie mogłabym robić z jej pomocą kotlety mielone. Sól zawsze stała na piecu kuchennym, w starym glinianym dzbanku. Podobny dzbanek nasz historyk z podstawówki demonstrował nam na lekcjach jako zabytek, a ja siedziałam cicho, żeby nie kazał przynieść :)
Ze mnie jest marna gospodyni, chyba już o tym wspominałam. Do tego gapa okropna, więc pewnie Was nie zdziwi, że dzbanek stłukłam. Bardzo mi go szkoda, ale... No właśnie. Ale. Bo przecież coraz częściej dążymy do tego, by nasze wnętrza, nie tylko kuchenne, były coraz bardziej eleganckie i nowoczesne. Być może odrapany dzbanek by do nich nie pasował i zaległ gdzieś w piwnicy. Makutrę z tłuczkiem zastępujemy mikserem. Maszynkę do mięsa z korbką elektrycznym robotem. Młynek do kawy - ekspresem. To zupełnie naturalne.
A jednak szkoda mi tych babcinych gratów. Gratów pisanych z czułością i sentymentem. Tak, jestem sentymentalna. Tak, nie umiem wyrzucić starej chochelki z ruszającą się główką. Tak, stosuję mikser przy każdym cieście i przekładam w szufladzie bezużyteczną pałkę do ucierania. A kiedy wchodzędo starych domów, czuję nie tylko ich zapach ale ich duszę.
W naszym niestety jej nie czuję. Może musi się zestarzeć? Może kiedyś się jej dorobi?
ps. Tanie sentymenty. Dlaczego? Bo ekonomicznie, to proste :)
Ja od babci mam glinianą beczkę :) Taką wielką i ciężką jak diabli, ale się przydaje kiedy kładziemy szynki do laki. Mialam też mniejszy gliniany garnuszek (to w spadku po wcześniejszym właścicielu domu), ale niestety był pęknięty, a teraz rozleciał się na dobre. Co do starych sprzętów, to fakt, że kiedyś były one porządniejsze. Starą żeliwną patelnią mogłabyś kogoś zabić jakbyś mu zdzieliła w głowę, a tymi nowoczesnymi to najwyżej na chwilę zamroczyć ;) Nie tęskni mi się do czasów żeklazka na duszę, bo życia bez prądu sobie nie wyobrażam, ale jakość wykonania mogłaby wrócić.
OdpowiedzUsuńJa nie mam nic po babci... :( Moja matka ma serwis do herbatki, piekny w malutkie, pastelowe kwiatki po prababci. Marze o nim od czasow nastoletnich, ale moja siostra rowniez, a ze mieszka w Polsce, wiec jest na wygranej pozycji. ;) Moja matka przejela tez album ze zdjeciami po mojej babci od strony taty. Mimo, ze nie znosila swojej tesciowej, to strzeze go zazdrosnie. Wiele razy namawialam tate, zeby go wykradl podczas wizyty w Polsce (w koncu to album JEGO mamy!), ale boi sie malzonki. :D Jak bede w Polsce, chce ja poprosic o chociaz kilka zdjec babci, zeby Potworki mogly popatrzec na zdjecia prababci. Licze sie oczywiscie z odmowa, ale wtedy je, kurna, chocby wykradne! :/
OdpowiedzUsuńJa Cię dobrze rozumiem, bo też jestem sentymentalna; Czasem wydaje mi się, że nawet za bardzo ;) Przedmioty z przeszłości, które kojarzą mi się z dzieciństwem, są nie do podrobienia i mają w sobie moc wspomnień. Nie mogłabym się ich pozbyć;)
OdpowiedzUsuń