- Mama jest moją mikołajusią! - oświadczyło z rana dziecko, czym wzbudziło mój bardzo szeroki uśmiech. Cieszę się, że pomimo tych różnych niedogodności i zaburzeń, Milenka mówi tak pięknie i wyraźnie, że zawsze jestem w stanie zrozumieć, co mówi :) Dzięki temu nie przegapiam takich "tekściorów".
Pies złapał z rana zrąbkę, bo wyłożył się na moim nowym płaszczyku. Czyja wina? Ano moja bo położyłam na oparciu łóżeczka, a przecież bestia wszystko ściągnie i udepcze, by mieć pod tyłkiem sześć warstw jak księżniczka na ziarnku grochu. Po pięciu minutach wchodzę do pokoju a dziecko macha mu palcem przed nosem i powtarza:
- To nowy płaszcz, nowy!

:))
OdpowiedzUsuńDziecko grzecznie tłumaczyło, nie przeszło do rękoczynów jak matka, która zapewne psu płaszcz wyszarpała ;)
OdpowiedzUsuńMądrala z tej twojej Mili ☺
OdpowiedzUsuń