Plan był ambitny: zupa-krem z brokułów, podana z pulpecikami mięsnymi, posypana startym żółtym serem. I wszystko wyszło tak ładnie: zupka zielona, że aż wiosenna, kuleczki krągłe i nie rozleciały się podczas gotowania, a ser żółty tak ładnie starł się na tarce, jakby tylko to w życiu robił. I to naprawdę mógł być udany obiad!
Mógłby, ale...
Kocur zaraz po wejściu do domu najpierw poszedł otwierać wszystkie okna, bo "znów ciągnie z ubikacji". Nie, kochanie, to brokuł się gotował...
Po wszystkich "ble" wydanych nad garnkiem parującej zielonej zupki, podniósł pokrywkę z rondelka i zauważył pulpeciki. Od razu podzielił się z ukochaną żoną spostrzeżeniem, że pulpeciki są jedyną formą mielonego mięsa, której nie lubi, bo powodują u niego mdłości. "Nie mówiłem ci?", zapytał zdziwiony.
Na to wszystko żona zdecydowała się spróbować pulpecika i ... zauważyła u siebie mdłości. W tej sytuacji zmierzyła mięsko podejrzliwym spojrzeniem i ... zjadła samą zupę. Wcześniej przywołała do siebie dziecko i skutecznie zakleszczyła między kolanami. Tym sposobem udało się podać z pięć łyżek gęstej zupy i to bez uszczerbku na garderobie. Tak się jednak tym podawaniem zmęczyła, że z pozostałości na talerzu zrezygnowała.
Tym sposobem zupę z pulpecikami i serem zjadł tylko Kocurzasty... odmówił jednak "repety", zasłaniając się pełnym żołądkiem. Że niby taka gęsta i pożywna ta zupa?
Zwieńczeniem wieczoru był pies. Który wszedł na stół i zjadł ser do zupy... (zupy z resztkami mięsa nie tknął)
To Twój krem z brokuła jak mój z pieczarek, mąż zjadł, ja niby też ale sału nie było.
OdpowiedzUsuńDwa razy ugotowałam zupę krem. Pierwszy i ostatni. Bleeee
OdpowiedzUsuńZupę krem z brokułów jadłam, ale bez pulpetów i bez sera. Smakował mi, bo lubię brokuły, ale twoją wersję muszę wypróbować.
OdpowiedzUsuńZupę krem z brokułów jadłam, ale bez pulpetów i bez sera. Smakował mi, bo lubię brokuły, ale twoją wersję muszę wypróbować.
OdpowiedzUsuńhahah, to Ci wyszło :p nie ma co :D
OdpowiedzUsuńU mnie zupy kremy nie mają racji bytu. Mój Syn nie uznaje papek ( nigdy w życiu nie jadł zresztą) jak i mąż. także nawet nie czynie takich eksperymentów. Szkoda nerwów tym bardziej, że pomidorówa z makaronem jest dobra na wszystko :D
OdpowiedzUsuńMogłam nie czytać Twojego wpisu. Kupiłam dziś na próbę (bo na pewno będzie pycha) taki mrożony zestaw "zupa krem z zielonych warzyw". :D
OdpowiedzUsuńHahaha...Ja ugotowałam krem z groszku zielonego. Pierwszy i ostatni raz. Jadłam go sama przez cztery dni. A miał mi pomóc OM i Pańcio. Nawet nie tknęli. Dwa psy również.
OdpowiedzUsuńA ja tam zupy-kremy uwielbiam! Brokuły bardzo lubię i taką zupkę, ale w wersji bez dodatków często gotuję sobie na dwa dni.
OdpowiedzUsuńNo to się udał obiad:)
OdpowiedzUsuńja lubię ale poza mną nikt inny:D
OdpowiedzUsuńNie znoszę kalafiora, a brokuł tym bardziej. Choć przyznam, że tak pięknie to opisałaś, że mnie zainteresowało...
OdpowiedzUsuńOdczuwam smuteczek. Ja tak lubię brokuły! Zjadłabym cały ten garnek. I ten ser, bo pulpeciki to wiadomo, nie :)))
OdpowiedzUsuńMoja tesciowa, kiedy u nas byla, ugotowala zupe krem z dodatkiem pora, z grzankami. Ja bylam zachwycona, bo dzieki porowi byla lekko pikantna, ale moje dzieci oraz maz, bardzo zgodnie ta zupke zbojkotowali. ;)
OdpowiedzUsuńEeeeee nie znacie się :) Ja uwielbiam krem z brokułów, w ogóle brokuły kocham :)
OdpowiedzUsuń