sobota, 13 lutego 2016

16/366. Plan był taki

Przyjemny plan zaadaptowałam sobie na potrzeby weekendu. Postanowiłam pić dużo kawy i pisać, pisać, pisać... A do tego jeszcze czytać i oglądać serial. Powtórkę z Cieni Calendy sobie zrobiłam i ponownie się wciągnęłam na maksa. Nic to, że dobrze pamiętam, jak się skończyło. Już sama atmosfera małego hiszpańskiego miasteczka fajnie na mnie działa :)

Mój katar miał jednak co do weekendu inne plany. Zdecydował sobie, że weekend należy do niego. On zajmuje wszelkie strategiczne pozycje, powoduje cieknięcie, drapanie, swędzenie, pieczenie i obrzęk. Zaprasza na weekendowe spotkanie pudełko chusteczek higienicznych i wspólnie robią imprezę. A ja mam się przyłączyć i właściwie nie mam nic do gadania, bo zdecydowano beze mnie. 

Kocur mnie straszy świńską grypą, Mila mnie straszy pokasływaniem, a ja łudzę się resztkami nadziei, że coś jednak z tego walentynkowego weekendu skorzystam. Może napiszę nawet jakąś scenkę miłosną lub kryminalną? Uczczę walentynki tym, co lubię robić. Bo na miłosne ekscesy z własnym mężem chęci brak - nie żeby była ochota na ekscesy z mężem cudzym. W myśl zasady, że jak pierdzieli się wszystko to wszystko, a jak cieknie to cieknie, z okazji walentynek fundnę sobie tampony... 


7 komentarzy:

  1. Bo tego typu rzeczy zawsze wiedzą kiedy się pojawić - wtedy gdy nie powinny :P

    Zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrówka. Mam nadzieje, że scena jakaś powstała, a jutro jednak jakieś bardziej miłosne świętowanie sie zdarzy:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooooj biedna Ty... Zdrowiej kochana!

    OdpowiedzUsuń
  4. A bo te wszystkie "lejce" wiedzą kiedy przyjść by człowieka krew zalała :P

    OdpowiedzUsuń
  5. mówisz, że po zimie się rozszczelniłaś... no cóż... stare rury z nas :D

    OdpowiedzUsuń
  6. no u Was, na południu Polski faktycznie coś niedobrego szaleje!!
    ale i do nas zaczęło docierać
    zdrówka zatem

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja tak się cieszyłam, że nie mam kataru i masz babo placek, od soboty mam nos koloru czapki świętego mikołaja i tyle zużytych chusteczek, że chyba bym nimi mogła wyłożyć drogę od siebie do Ciebie... Niech już będzie lato!!!

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)