czwartek, 25 czerwca 2015

Nie ma Zbyszka

Na dniach miałam napisać notkę pod tytułem "Nowa morda przy misce". Nie zdążyłam. Zbyszka nie ma już półtora tygodnia, czyli zachodzi obawa, że już nie wróci. Kim jest Zbyszek? Kocurkiem, małym szarym kocurkiem po tej czarnej dzikiej kotce. Absolutnie dzikim, chudym jak nieboskie stworzenie i oczywiście chętnym do nakarmienia. Czy raczej był, bo najwyraźniej rozprawiły się ze Zbyszkiem kocury. 

Zbyszek jest... hm, Zbyszek był z tych srebrzystych, pięknych kocurków. I choć przy pierwszym naszym spotkaniu z moich ust dobyło się pozbawione radości "Nosz kur*** następny", to przecież nie odgonię od domu i od miski. Jego mama jest dzika, ale naturalnie ta dzikość nie przeszkadza jej w opędzlowywaniu miski naszych kotów stojącej na podwórku. Poniekąd czuję się za tę czarną chudzinę odpowiedzialna, więc za podarunek w postaci srebrzystego kocurka też... choć naprawdę czasami mam dość. :)) I lubiłam sobie ze Zbyszkiem pogawędzić odrobinę, choć naturalnie w odległości pięć metrów od płota...

Zniknięciu Zbyszka towarzyszą mi skrajne emocje. Z jednej strony to trochę ulga, że kolejna kocia sierota nie znajduje się na naszym utrzymaniu. Z drugiej... wychodzę na podwórko i rozglądam się, wołam, tak ociupinkę mam nadzieję, że wyrwał się z kocich szczęk i opędzluje michę z resztkami. (chrupek nie lubił). Koci świat brutalny jest, zupełnie jak ludzki. I nie znosi konkurencji. Nasze kocice też na siebie syczą przy misce, czasem robią "pac" łapą, ale jeszcze się nie gryzą i chyba na gryzienie za stare już są...

Nie znam się, jest jakiś sposób żeby tę czarną zabezpieczyć na wypadek seksu? Nie chcę powtórki ze Zbyszka. 
Z tym, że złapać się nie da, ani podejść. Jedynie jej coś rzucić. W parówce schowane. 

14 komentarzy:

  1. Ale macie dobre serca :) mozna dawac tabletki przepisane od weterynarza. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciężka sytuacja, może można ją faktycznie uśpić czymś od weterynarza i potem ją wykastrować..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedzie trudno, bo ona porywa jedzenie i ucieka, jak nie padnie od razu to szukaj wiatru w polu :P

      Usuń
  3. Wiesz co takie dzikie koty potrafia sobie w zyciu poradzic. Nie uwierzysz, ale moj brat przygarnal malego kotka tak na troche, az sie ktos znajdzie, kto go bedzie chcial, kotek chodzil sobie po balkonie i nagle kotka nie ma. Moj brat mieszka na 3 pietrze. Nikt nie wiedzial, co sie z kotem stalo. Musial zeskoczyc z balkonu. Brat poszedl popatrzec, czy gdzies tam poobijany nie lezy, a kota nie bylo. Tydzien pozniej znow go spotkal, ale juz nie bral :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mamy dowód, bo właśnie kocia cholera wróciła :))

      Usuń
  4. Jak zobaczyłam tytuł, przypomniała mi się taka zabawna historia:
    Czasami z moją szwagierką chodzimy jako "kucharki" na imprezy, ona jest głównym organizatorem jeżeli chodzi o jedzenie, a ja jej pomagam. Na którejś z kolei, chyba z okazji 50 rocznicy ślubu, nie pamiętam dokładnie, już po całej imprezie, przychodzi do rozliczenia. Szwagierka: "No to tak jak się umawialiśmy 40 osób po (stawka za osobę)", Zamawiający: "39, bo Zbyszka nie było" ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciotka mojego M. tak dokarmia okoliczne koty, ktore schodza sie na jej podworko. Nie ma ich jakos strasznie duzo, ale 2-3 zawsze sa. Jest i jedna kotka, ktora oczywiscie sie "kocila". Kiedy kolejny raz przyszla z nowa gromadka kociat, ciotka tez stwierdzila, ze czas cos z tym zrobic. Ona jednak wypozyczyla (nie pamietam skad, chyba od weta) pulapko - klatke i zwabila ja jedzeniem. Po zlapaniu zabrala ja do weterynarza, ktory kotke uspil i wysterylizowal. Troche zachodu jest z takim zastawianiem pulapki, ale to chyba lepsza opcja niz rzucanie tabletek antykoncepcyjnych. Na dluzsza mete to podejrzewam drogo wychodzi, no i nie ma gwarancji, ze kotka za chwile tabletki nie wypluje lub nie zwymiotuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to trochę problematyczne, bo ona raz jest a raz jej nie ma, do tego my nie mamy auta, żeby z nią podjechać. Musimy radzić choć profilatycznie, w parówce albo coś..

      Usuń
  6. albo psy się z nim rozprawiły. szkoda kociaka. Ile masz łącznie zwierzyny do wykarmienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sanczez, dwa nasze kocie staruszki i ze Zbyszkiem dwa dzikusy. Ale ile je to nie wiem :P

      Usuń
  7. Ja Cię dobrze rozumiem, bo serce dla zwierząt mam gołębie;) Nasza kotka jest tak naprawdę kotem dzikim, wiejskim. Została uratowana jako kociak od śmierci i jest dla nas ukochanym członkiem rodziny.
    Zapytaj może weta o specjalną klatkę- pułapkę. Wkłada się do niej coś, co kot lubi, a gdy wejdzie, zatrzaskuje się. I już można z kicią iść do gabinetu;) Moja sąsiadka odłowiła w ten sposób trzy koty, wykastrowała i teraz mają u niej leniwe i spokojne życie;):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłoby ciężko, to kot bardzo dziki, przychodzi różnie, nigdy nie wiadomo kiedy sie zjawi i gdzie przybywa :/

      Usuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)