Przygotowując się do imprezy, przytargałam ze strychu trochę gazet. Dawniej namiętnie je kupowałam, wszystko co miało przepisy kulinarne. A już w szczególności te, które obiecywały nie lada smakołyki z okazji świąt, smaczne ciasta z sezonowymi owocami, przetwory. Bądź co bądź miałam być szefem kuchni, musiałam je znać :)
Więc tak sobie kartkowałam i kartkowałam, szukając inspiracji, gdy nagle... rzuciło mi się w oczy coś znajomego. Coś, czego bardzo dawno już nie widziałam, ale co sprawiło, że od razu się uśmiechnęłam. Wiecie, co to było? To było pismo mojej mamci. Nie, nie list, tak sobie tylko w tytule napisałam, bo tak mi się skojarzyło. Była to zwykła rozwiązana krzyżówka w gazecie, rozwiązana przez moją mamę, która w krzyżówkach była rozmiłowana na amen i która męczyła je nawet oglądając telewizję :) I kurczę, to było takie niezwykłe i przyjemne zobaczyć jej pismo, ponieważ w ogóle się tego nie spodziewałam...
Owszem, mam sporo pamiątek, trochę ręcznie zapisanych karteczek z przepisami, zdjęcie zrobione, gdy miała osiemnaście lat (kiedyś Wam zeskanuję na M i pochwalę się, jaka była piękna), mam biżuterię, nawet te perełki z gazety, co je tak lubiła, choć były sztuczne do kwadratu. Ale gazet na ogół się nie przechowuje, więc kiedy otworzyłam przepisy na stronie z krzyżówką, przez chwilę poczułam się... jakby mama była w domu. To było króciutkie uczucie, ale tak piękne, że chciałam się z Wami nim podzielić :)
Wiesz dlaczego jeszcze to znalezisko było tak cudowne? Bo się go nie spodziewałaś, bo wiesz gdzie leżą pozostałe rzeczy jeśli chcesz poczuć mamę blisko siebie, a to było takie niespodziewane, taki...dosłownie prezent ;)
OdpowiedzUsuńAż żałuję, że mam już za sobą :)
UsuńWidzę, że mamy to samo ja rownież zbierałam wszystkie gazety, wycinałam przepisy, mam nawet ze trzy ksiązki kucharskie (żeby nie było ze dwa razy coś z jednej zrobiłam ;) ale już mi przeszło. Leży to tylko i czeka na nie wiem co, bo jak czegoś potrzebuję to udaję się do kochanego wujka Google, który zna wszystkie przepisy świata :)
OdpowiedzUsuńZastanawiam się czy jesteś podobna do mamy :)
Podobno bardzo :)
UsuńNiespodziewane przeżywamy mocniej, więc nawet jeśli jest ulotne, to mocno odczuwalne. I to jest piękne. Piękne jest również to, że takie chwile się zdarzają. Po prostu.
OdpowiedzUsuń:)) mala rzecz a cieszy, naoczny dowód, że dalej ślad po mamci został ;)
OdpowiedzUsuńChciałabym więcej :0
UsuńJa po swojej mam kilka zdjęć i w sumie tyle.Nie zostały mi po niej żadne pamiątki a i wspomnienia też takie zatarte jakoś ( w końcu mialam tylko 10 lat ileż wspomnień można zebrac w takim czasie gdy jest się dzieckiem?) ale i tak wiem co masz na myśli.Miło tak przez chwile poczuć sie jak dawniej....
OdpowiedzUsuńNo właśnie, jakby się nic nie stało...
UsuńBo w życiu piękne są tylko chwile..
OdpowiedzUsuńWłaśnie :)
Usuń:)
OdpowiedzUsuńWłaśnie tak się śmiałam :)
UsuńWitaj ;)
OdpowiedzUsuńWzruszający post, pozdrawiam mile ;)
Jakie fajne to musiało być :D Super, gdy taka pamiątka niespodziewanie wpada w ręce :)
OdpowiedzUsuńTo prawda :)
UsuńUśmiecham się :)
OdpowiedzUsuńJa też :)
UsuńI ja też :-)
Usuń