Zdarzają się dni, kiedy Kocurzasty wraca z pracy tak zmięty i zmęczony, że aż mi się serce ściska, gdy na niego patrzę. Robota lekka nie jest, to prawda, ale najgorsze jest nie zmęczenie fizyczne, ale stres. Kiedy zaczynają się zawirowania z pieniędzmi, albo jędza dyrektorka lata z wywieszonym jęzorem i rozsiewa wokół jad - wtedy widzę, że Kocurzasty ma dość. I najbardziej się o niego martwię. W pracy wymagają wiele, czasami absurdalnie wiele. Pewnie pomyślicie: a gdzie nie wymagają? To prawda, wymagają wszędzie. Ale "tam" wymagają rzeczy niemożliwych. Absurdalnych.
Bo jak inaczej określić żądanie, by usługa była na dziś, skoro w magazynie nie ma niezbędnego towaru? Czy pani dyrektor wie, że nie ma? Pewnie wie. I pewnie wrzaskiem chce wyładować frustrację za to, że towaru nie ma i kontrahent wyleje na nią wiadro pomyj. Ja pani dyrektor współczuję, nic przyjemnego, ale czy to jest wina pracownika, że w magazynie brak towaru? Może ma kupić za swoje?
Kocurzasty jest z tych ambitnych i nie można mu powiedzieć "Olej". Denerwuje się. Ostatnio znów zaczął wędrówkę po ofertach pracy. Jednak to nie takie proste. Dojazdy. I żeby praca była stała, a nie tylko na chwilę "gdy się ruszy". I z ubezpieczeniem. Bo niestety zatrudnianie "na czarno" w tej branży to norma. Widzę, jak się miota i dręczy. Jak z niedowierzaniem porównuje godziny przepracowane w miesiącu z kwitkiem wypłaty. Wypłaty wiecznie spóźnionej. I jest mi go tak okropnie żal. I tak bardzo się boję. Bo przecież on i Misia - są dla mnie wszystkim. I Uszate Psisko też. Rodzina. Rodzina jest dla mnie wszystkim.
Kilka dni temu spotkałam na ulicy sąsiadkę. W jej rodzinie na zawał zmarł 36 letni chłopak. Wciąż mówię o facetach trzydzieści plus - chłopak. Na zawał. Za granicą. W pracy. Trójka dzieci. Rozpoczęta budowa domu. Zdrowy! Zaharował się na śmierć. Przez te kilka dni myślałam o tej biednej kobiecie, sama z trójką małych dzieci... Koszmar! Od tej pory boję się jeszcze bardziej. Gdybym mogła - dałabym mu z siebie pół serca. By miał więcej i był silniejszy, odporniejszy. Gdyby się dało. Też tak macie, też się boicie?
też tak mam,ale to dobrze wiesz, rozpisywać sie nie będę.. oddałabym swoje części ciała,byleby był zdrowy...ale..nie da się. Możesz być tylko wsparciem dla Niego.
OdpowiedzUsuńMój tato też zmarł na zawał, ale był po 40-stce...
a są jakieś godne ogłoszenia, czy nic z tych rzeczy? ;/
wszystko lipne takie, minuimalna płaca i jeszcze nie ma gwaracji ze będzie praca przez okrągły rok :(
UsuńEch, życie...
OdpowiedzUsuńŻycie, życie :(
Usuńtak, bezustannie się martwię i o męża, i o syna. Mają tak samo.
OdpowiedzUsuńNie da się nie martwić :(
UsuńOjej, współczuję! W tych czasach, to jeśli chodzi o pracę- totalna masakra.. jak się już ją ma to raz, że słabo płatną, a dwa, że właśnie stres, wykorzystywanie... Mój Chłopak zdolny, umie bardzo dobrze angielski, skończył studia i pracy nie ma, nawet za magazyniera ;/ A szuka.. Życzę Twojemu mężowi by się polepszyło! :) Wspieraj go i nie martw się, bo to nic nie da..
OdpowiedzUsuńStaram się, ale nie zawsze wychodzi :(
UsuńMam nadzieję, że Kocur wreszcie znajdzie porządną pracę. I chociaż na tym polu bedziecie spokojni. Bardzo współczuję.
OdpowiedzUsuńKocur wlaśnie podpisał nową umowę...
UsuńDokładnie mam to samo. Jakbyś czytała w moich myślach.. Zawsze się martwiłam i martwię o męża, że coś mu się stanie, że zostaniemy z synkiem sami.. Rodzina- mój mąż i syn są dla mnie najważniejsi, są wszystkim.
OdpowiedzUsuńDokładnie mam to samo. Jakbyś czytała w moich myślach.. Zawsze się martwiłam i martwię o męża, że coś mu się stanie, że zostaniemy z synkiem sami.. Rodzina- mój mąż i syn są dla mnie najważniejsi, są wszystkim.
OdpowiedzUsuńMamy tylko ich, więc jak się nie martwić?
UsuńCiezko w dzisiejszych czasach bez dobrze platnej i stabilnej pracy.
OdpowiedzUsuńPrzykre gdy trzeba harowac za marne grosze, na dodatek na czarno.
Nie mysleliscie o emigracji? Moze to jest lepsza alternatywa?
Wszystko rozbija się o język :(
UsuńMojemu już tylko 2 lata i troszkę do emerytury zostało, ale taką ma naturę, że martwi się o całą firmę coraz bardziej... Najgorsze już za nami, bo się zakończył epizod z bardzo ważną funkcją. Ale mimo wszystko widzę na co dzień, jaki złachany wraca... Na szczęście stara się zdrowy tryb życia poza pracą prowadzić. Z psem na długie spacery chodzi, w porze cieplejszej jeździ na rowerze. Niemniej i tak wciąż drżę,,,
OdpowiedzUsuńNo właśnie, najgorzej się przejmować.
UsuńMarcin pracuje od 6 rano do 18 na dworze. Wraca totalnie przemarznięty i wymęczony. Ładuje ciężarówki, non stop coś dźwiga. Więc wiem co czujesz, bo chociaż chciałabym go w czymś odciążyć, to nie mam jak. Czasami trzeba jechać gdzieś wieczorem, a on nie ma siły i wiem, że by się położył spać. Ale czasami coś po prostu wyskoczy.
OdpowiedzUsuńTak jest :( Zima najgorsza :(
UsuńMam dokładnie to samo. Praca niebezpieczna, zarobki kiepskie. Dziękuję za każdy dzień kiedy wraca do domu cały i zdrowy.
OdpowiedzUsuńDokładnie :( Rano musi mi zawsze pisać, że dotarł bezpiecznie. Jak zapomni to szaleję z niepokoju :(
UsuńU nas nie jest aż tak ciężko z pieniędzmi,ale mój G pracuje całymi dniami. Zawsze na zewnątrz. Śnieg, deszcz, wietrzysko burza zawieja - zawsze wraca przemarznięty. Latem upał spala go na węgiel. I też serce mi sie kraja jak go widzę takiego padniętego. Czasem nie da się nic zrobić- bo przecież chętnie zamieniłabym sie na miejsca,ale....wciąż ale....Trzymajcie się ciepło.Miejmy nadzieję,że w końcu znajdzie coś lżejszego i dobrze płatnego.Trzymam kciuki
OdpowiedzUsuńZaharowują się dla nas :(
UsuńPolska smutna rzeczywistość :(
OdpowiedzUsuń:(
UsuńJa się staram nie myśleć. Nie chcę sobie wyobrażać nawet, bo humor miałabym zepsuty na cały dzień.
OdpowiedzUsuńA mnie się nóż w kieszeni otwiera, że tak jest. Że na czarno, że bez ubezpieczenia, że na śmieciowej, że pomyje można wylewać na kogoś bezkarnie...
OdpowiedzUsuńWszystko to bezkarnie... i że na czarno i że za takie pieniądze. szok.
Usuń