Od kilku dni pięknie, wiosennie, ciepło. Żal w domu siedzieć, dziecko trzeba dotleniać, choć wzbrania się rękami i nogami i każdy spacer okupuje histerią. Choć chyba nawet nie sam spacer, ale ubieranie: buty, kurtka, czapka, apaszka pod szyjkę. Ubieranie to trauma, ryk, histeria, a kiedy ubrane dziecko wychodzi na świeże powietrze, następuje zmiana i dziecko jest prze szczęśliwe. Obrywa zeszłoroczne badylki, niszczy stokrotki, a nawet próbuje, jak smakuje glina. Pewnie dlatego, że ta glina kolorystycznie pod czekoladę podchodzi. :)
A matce żal czas marnotrawić i kiwać głową nad każdym badylkiem. Owszem, trochę można, ale nie za wiele. W zanadrzu ma więc grabki (do grabienia) i łopatę ryjówkę (na kreta) i kiedy dziecko zajęte jest kontemplowaniem przyrody, matka cichaczem porządkuje ogródek. Trochę już uporządkowała, ale niezbyt dużo, bo dziecko kontemplujące przyrodę także wymaga uwagi i nadzoru. Nie za wiele, ale jednak.
A tak poważnie mówiąc i nie bawiąc się w trzecie osoby (za dużo ostatnio klepię w klawiaturę i mi się udziela narracja, kopnijcie mnie w du... i będzie po krzyku) wzięłam się za porządkowanie ogródka. Mocno ściskam kciuki by zima w tym roku nie wróciła w kwietniu i moje marcowe porządki nie poszły na marne. Niestety, ale teren naokoło domu mamy wielgachny, potrzeba sporo czasu żeby to uprzątnąć. W zeszłym roku nie zdążyłam, Misia była malutka, więc nie mogłam jej zebrać ze sobą, czekałam na Kocurowe wolne, ile zrobiłam tyle zrobiłam i czekałam na kolejne wolne. Ale zanim się doczekałam to trawa bujnęła i zarosła to co było do sprzątania. Potem mąż przeklinał, że źle mu się trawę kosi koło domu :)
W tym roku mam o tyle lepiej, że Misia idzie ze mną do ogródka na godzinę dwie. Wynoszę jej stolik i wiaderko zabawek, a ona i tak zbiera kamyki i trawki. Uszatego wiążę na smyczy gdzieś obok, nie może być luzem bo koty się marcują i szwendają. Nie chcę by mi uciekł gdzieś za kotem jak wiecie kto. Ja sobie grabię i rozwalam kretówki, a Misia się bawi i śpiewa. W poniedziałek tak głośno śpiewała, że aż sąsiadka przybiegła do płota, co się dzieje :) A to tylko nasza gwiazda :P
Wiadomo, że i tak ta robota nie wygląda tak jak powinna. Gdybym nie musiała co pięć sekund patrzeć na moje pomysłowe dziecko, zrobiłabym więcej. Jednak póki co nie mogę jej obdarzyć pełnym zaufaniem, co udowodniła minutę po wyjściu z domu pakując do ust garść wyżej wspomnianej gliny :D Mimo wszystko praca na świeżym powietrzu cieszy, a po hasaniu na zielonej trawce Misia śpi dwa razy dłużej, popołudniu oczywiście.
Generalnie ta notka miała być o czym innym, ale nie wyszło. Może wyjdzie następnym razem :)
Z Milenką może zrobisz mniej, ale za to motywacja większa :-)
OdpowiedzUsuńGdzie tam większa :P
Usuńsuper tak we dwójkę :D raźniej ;)
OdpowiedzUsuńSzczególnie, gdy obydwie śpiewamy :)
UsuńDziecka nie mam, ale ogrodek owszem /smiech/ i zabralam sie takze za wielkie wiosenne porzadki...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judyta
Chyba już na nie pora :) Może zima nie wróci :)
UsuńJa ogródka nie mam, a jedną forsycję i dwa winogrona to ogarnę nawet z dzieckiem na ręku ;) Ehhh coraz częsciej świta mi myśl co by sie już nie pracować tylko na L4 iść ale czy ja w domu odpocznę choć minutę?
OdpowiedzUsuńPójdziesz na l4 i nie będziesz miała netu :) Nie idź :D
UsuńBędę zaglądać od rodziców od czasu do czasu :) Jak coś mamy telefony jeszcze ;)
Usuńdlatego ja mówiłam, że jak będę miała ogródek (jak jeszcze mieliśmy się budować), to go całego wyłożę kostką brukową i zostawię tylko kawałek z trawą i piaskownicą dla dziecka. Zaryczałabym się mając grzebać w ziemi :)
OdpowiedzUsuńA Mili daj łopatkę i niech Ci "pomaga" :)
No, ja właśnie ogródka w sensie ogródka już nie mam, bo wszystko mi zarosło :) Kiedyś chcialabym mieć :) Ale mam ogromną przestrzeń do wygrabienia :)
UsuńTak samo beda wygladac moje porzadki w tym roku. tyle, ze dostane chyba zeza rozbieznego, bo zaloze sie, ze kazde z dzieci pojdzie w inny kat ogrodu i nie wiem jak ich upilnuje. :)
OdpowiedzUsuńHaha, no fakt, z dwójką może być trudniej :P
Usuńhehe mój mąz na naszym nowym mieszkanku te ż robił porządki w ogrodzie i nawet zasiał trawę :D
OdpowiedzUsuńhehe
O no to pięknie :)
Usuńprzydałaby się Wam porządna huśtawka dla Mili a dla Ciebie hamak;))
OdpowiedzUsuńOj tak, bardzo :)
UsuńWiem jak to jest, niby ci mówią, da się zrobić z dzieckiem, mała się czymś zajmie.A to nie prawda ,bo jeśli dziecko czegoś nie wymyśli to zrobi to twoja paranoja. I nici z koncentracji. Dupa nie robota przy dziecku. Ja wciąż licze na to,że więcej zrobię jak mała pójdzie do przedszkola.Nadzieja.....
OdpowiedzUsuńTęskno mi za takim życiem... Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem...
OdpowiedzUsuńMoja Nadia raczkowala po podworku u tesciowej i pety zbierala, zeby zjesc ;)
OdpowiedzUsuń