poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Całkiem głupia sytuacja

Te z Was, które są ze mną dłuższy czas, wiedzą, jak dużą pomoc otrzymałam przed narodzinami i po narodzinach dziecka. Od sąsiadki - mamy trójki dzieci - dostaliśmy łóżeczko, pościel, ubranka, załatwiła nam także wózek od innej mamy, ponieważ swojego nie miała. Ubranka dostaliśmy także od innych osób, mam tu na myśli ubranka po innych dzieciach, dostaliśmy je między innymi od kuzynki Kocurzastego, jak również od moich koleżanek w pracy. To bardzo miła, a przede wszystkim ogromna pomoc, bo nie każdego stać na nowe rzeczy dla maluszka i to jeszcze na takie zakupy na raz. W późniejszym czasie ja też starałam się komuś pomóc, wózek powędrował do mojej kuzynki, kiedy spodziewała się dziecka (teraz wrócił, bo kuzynka twierdzi, że jeszcze mi się przyda. Kto wie, może kiedyś? ), ubranka też były rozdane między kilka dzieciaków. I z związku z tym przydarzyła mi się dość głupia sytuacja. Ale od początku...

Jedna z moich koleżanek z ówczesnej pracy ma córeczkę o dwa latka starszą i zaraz po USG, które wykazało, że urodzi się dziewczynka, przytargała do mnie dwie torby wypchane ubrankami. Bardzo się ucieszyłam, szczególnie, że większość tych ubranek było bardzo dziewczęcych, a do tej pory miałam raczej chłopięce, bo sąsiadka ma dwóch synków i tylko jedną córcię. Dodatkowo gust koleżanki bardzo pokrywał się z moim, a niektóre rzeczy były w bardzo fajnym stanie. Nie raz stroiłam córę w te ubranka, ale dość szybko z nich wyrosła, ponieważ jak pamiętacie, była dość dużym noworodkiem :)

Kilka miesięcy temu koleżanka odezwała się do mnie z pytaniem, czy mam jej ubranka, bo zgłosi się do mnie nasza wspólna koleżanka , która weźmie je dla swojego dziecka. Kurczę, powiem Wam, że zrobiło mi się strasznie głupio, bo po pierwsze ja zupełnie nie pamiętałam, które ubranka są akurat od tej nazwijmy ją Magdy, bo minęło niemal trzy lata. Po drugie moja córcia w nich chodziła, były wielokrotnie prane i nie były już w takim dobrym stanie, a te które były w dobrym stanie przekazałam dalej, między innymi kuzynce właśnie i szwagierce, która rodziła kilka miesięcy po mnie. Odparłam, że poszukam i faktycznie znalazłam kilka rzeczy w pudle na strychu wraz z innymi ubrankami, które zostały, ale naprawdę nie były one już takie zadbane. Mimo to wyprałam i czekałam. Po pewnym czasie odezwała się do mnie tamta dziewczyna w ciąży z pytaniem czy mam te ubranka i czy to nie kłopot, bo Magda jej powiedziała, że dała mi ubranka i teraz może sobie je ode mnie wziąć. Według mnie to bardzo kłopotliwa sytuacja, zarówno dla mnie, jak i dla dziewczyny, która miała je dostać. Bo to trochę na zasadzie: ja ci dam, ale odbierz sobie je od laski, której dałam je trzy lata temu. Z kolei ja poczułam się głupio, bo nie przyszło mi na myśl, żeby je trzymać dla koleżanki albo jakoś specjalnie oszczędzać. Traktowałam je jak wszystkie używane ubranka i jak się trafiła plama ( drugie imię dziecka - szczególnie mojego - to plama) to nie robiłam tragedii, prałam, a jak nie zeszło to cięłam na szmatki albo wyrzucałam. Jeśli przekazywałam dalej, to  te ubranka bez plam i niezmechacone, bo jak to tak dać komuś (bardzo) zniszczone? Tym bardziej jak oddać komuś zniszczone ubranka, skoro niby odbiera je w kogoś imieniu? A jak pomyśli, że sprzedałam? 

I co zrobiłam? Miałam odłożone trochę ciuszków "prezentowych", takich co to córcia nie zdążyła założyć albo założyła raz i więcej nie było okazji. Niektóre ciuszki miały nawet metki, ale je poodrywałam. I dałam. Koleżance powiedziałam, że nie pamiętam, czy to na pewno ciuszki od Magdy, bo minęło dużo czasu. W szafie znalazłam też sukienkę i kurtkę, które były na pewno od niej, ale z racji że były dużo większe, córka nosiłaby je dopiero teraz. Mimo to oddałam od razu. Zrobiła się z tego całkiem duża torba, ale nie uzbierałam aż tyle co dała mi Magda. Zapewniłam koleżankę, że jak Mila wyrośnie z sukienek, będziemy o niej pamiętać. Po wiosennych porządkach pisałam do niej na facebooku, ale napisała mi, że ma na razie strasznie dużo ciuchów i dziękuje. 

Mało komfortowa sytuacja, kosztowała mnie "trochę" nerwów. Szczerze mówiąc, nie spotkałam się z czymś takim, żeby ktoś upomniał się o to, co dał Mili. Owszem, jedna z koleżanek, Paulina, zaproponowała mi że jeśli chcę, pożyczy mi trochę ubranek. Nie da ale pożyczy, bo u niej leżą i czekają na drugie dziecko. I takie podejście mi się podoba, bo wtedy wiadomo, że takie ubranka trzeba inaczej traktować, bardziej na nie uważać, trzymać osobno, żeby nie pomieszać i tak dalej. Co prawda odmówiłam, ale bardzo jej byłam wdzięczna za propozycję. 

A Wy? Spotkałyście się kiedyś z taką sytuacją? Jesteście zdania, że skoro ktoś dał, to już nasze i mamy prawo tym rozporządzać, wedle własnego uznania? A może takie "prezenty"jednak traktować w kategoriach pożyczki? Ja sama nieraz otrzymane ciuszki rozdawałam, tak w rodzinie jak i po zaprzyjaźnionych rodzinach, bo dostałyśmy dużo, a Mordka wszystkiego sama nie zedrze :)


21 komentarzy:

  1. Ja do Oliwki miałam ubranka od dwóch kuzynek i jednej koleżanki. Co prawda wszystkie mówiły, że mam je sobie zostawić i nie oddawać, ale 1. ja nie bardzo mam gdzie to trzymać, więc zostawiałam sobie tylko po Oliwce, a 2. stwierdziłam, że może im się jeszcze przyda, a jak chcą wydać, to może znają kogoś komu się przyda. Wszystkie ubranka zaznaczałam delikatnie na szwach innym kolorem nitki i jak mała wyrastała to oddawałam. Raz pożyczyłam kumpeli po Oliwce, jak już był Jasiu, ale to zaznaczyłam, że pożyczam, bo odkładam ubranka z myślą o mojej siorze :)

    Ale rzeczywiście dziwna sytuacja, bo jakbym chciała tak komuś dać rzeczy, które miał ktoś inny, to sama bym po nie przyszła, a nie na tej zasadzie. A jak nie zaznaczała, że pożycza to tym bardziej dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obydwie znalazłyśmy się w głupiej sytuacji z tą dziewczyną, bo ona "musiała" się sama upomnieć, a mnie było głupio dać rzeczy zniszczone, więc dałam takie, co miałam odłożone z myślą o ewentualnym drugim dzidziusiu. Ja też właśnie za bardzo nie mam gdzie trzymać, dlatego zostawiam tylko to, co naprawdę bardzo mi się podoba, a resztę dałam szwagierce, kuzynce i jeszcze takiej biedniejszej babeczce ze wsi. Kurczę, na pewno bym się nie upominała u nich żeby oddały, wolałabym Magdzie odkupić nowe :P

      Usuń
  2. idiotyczna sytuacja, koleżanka zachowała się nieodpowiedzialnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że chciała pomóc, tylko tak trochę beznadziejnie wyszło. Może obiecała tamtej dziewczynie ale nic już nie miała?

      Usuń
  3. Sytuacja idiotyczna. Ja sama pożyczyłam wszystkie ciuchy po Julii szwagierce, ale zaznaczyłam, które mają do mnie wrócić, bo są dobre jakościowo i wiem, ze ich nie zniszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się poczułam beznadziejnie, ale wierzę, że jeszcze gorzej tamta ciężarna!

      Usuń
    2. Trochę dziwię się Twojej znajomej, że miała odwagę po 3 latach prawie powiedzieć "Oddaj ubranka ode mnie innej kobiecie", nie uprzedzając Cię o tym wcześniej. To normalne chyba, że mogłaś je już dawno podarować komuś innemu.

      Usuń
    3. Nie, ona właściwie bardziej spytała, czy ja je mam, bo zgłosi się dziewczyna. Może gdybym powiedziała, że nie mam, odwołałaby akcję? :)

      Usuń
  4. No, głupia sytuacja. Ja też mam ciuszki od koleżanki, zadbane, markowe, aż głupio mi było brać Ale umowilysmy się, że jak jej się urodzi jeszcze dziecko, choć nie planuje albo np. jej bratu, to jej oddam, plus to co sama kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, bo rzeczywiście trochę strach że się zniszczy, a takie ładne. Od sąsiadki dostałam takie tańsze, nie wszystkie były piękne, ale wygodne i mięciutkie. Przynajmniej wiedziałam, że jak coś się stanie, to nic :)

      Usuń
  5. Ja mialam dla Juniora ciuchy tylko od jednej kolezanki takie do 2r.ż. Cala reszta wsrod rodziny i przyjaciol ma corki. Oddalam jej te ciuchy jak Syn z nich wyrosl, bo wiecej dzieci nie planuje, wiec po co mi te rzeczy- nie mam gdxie ich trzymac, a takich na teraz i na przyszlosc Junior ma full i sama mu kupuje, juz nie pozyczam, bo wlasnie balabym sie, ze poplami lub zniszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, pewnie, jak się nie planuje to po co trzymać :) Ja sama staram się odkładać tylko troszkę, tym bardziej że nie wiem czy będzie dzidziuś a jeśli to czy dziewczyna :P

      Usuń
  6. rzeczywiście niekomfortowa sytuacja, dziewczyna powinna przecież najpierw zapytać Ciebie, czy zostało coś z ubranek Mili i czy byłabyś skłonna komuś je dać, dziwne podejście, przecież to szmatki więc się spierają, niszczą itd
    u nas się dawało rzeczy i oczywiste było, że jeśli będą w dobrym stanie to posłużą kolejnemu dziecku
    pożyczało się kołyskę i łóżeczko turystyczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w rodzinie też ile ja sukienek znosiłam po kuzynkach, ale dawniej były trwalsze rzeczy, choć nie markowe :)
      Teraz będę już zawsze pytać, jak ktoś coś zechce dać Mili, bo najwyraźniej "dać" nie zawsze znaczy "na amen" ;)

      Usuń
  7. koleżanka zachowała się beznadziejnie. "A kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera" - tak mi się skojarzyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie tak :P
      Tylko teraz sobie tak myślę, że może ona z góry założyła, że jej oddam, a że nie oddawałam to wykorzystała okazję z tą dziewczyną :D

      Usuń
  8. Ja osobiście się nie spotkałam, bo tu generalnie ciuszki zostają jakby w rodzinach, a z tego co zauważyłam, większość osób ma zwyczajnie nowe.Ale moja siostra dostała masę ciuszków dla synka.Większość osób od razu mówiła -jeśli potem z nich wyrośnie przekaż komuś dalej a zniszczone wyrzuć.Kilka było takich które uprzedziły ,że ktoś w rodzinie czy przyjaciółka będzie rodzić i gdy Kryś wyrośnie to czy może oddać.Ale to było od razu z góry uprzedzone tak,że siostra wiedziała co robić.Ta sytuacja twoja jest dziwna , bardzo nieprzyjemna faktycznie.Też bym się zdenerwowała.Myślę ,że ta dziewczyna jednak też podobnie się poczuła więc nie ma co się przejmować:)
    Swoją droga - mnie teraz zostało pełno ciuszków po Elenie od narodzenia po 3 latka i nie mam co z nimi zrobić.Do Polski wlec ciężko- siostra by sprzedała czy wymieniła.A tu? Pewnie wylądują w koszu Czerwonego Krzyża i pójdą na sprzedaż, a szkoda bo większość nie zniszczona i śliczna:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no widzisz, mnie też szkoda niektórych, teraz też nie mam komu dać, bo corka szwagierki jest większa niż Mila, czy raczej szersza, bo Mila jest wysoka, długie nogi ma drań mały :) Takie najładniejsze to chyba sprzedam i kupię jej za to jakieś zabawki czy coś ;)

      Usuń
  9. beznadziejna sytuacja..
    u nas nie ma takiego czegoś, jak oddawanie ubrań danych...bez sensu, przecież to się niszczy, brudzi, mechaci... to co? pożyczyć, byleby poleżały? nie chodzić w nich? ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też byłam zdania, że jak się daje to już na amen. Ale od teraz będę dopytywać :P

      Usuń
  10. Wydaje mi sie, ze takie cos to sie ustala z gory. Ja Ci daje, a pozniej je odbiore, a jesli nie bylo o tym mowy, to te ciuchy byly juz Twoje i moglas z nimi robic, co tylko zechcesz :)

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)