wtorek, 14 kwietnia 2015

Jak zasłona z oczu

Pracowały biurko w biurko i szybko załapały wspólny język. Tematów do rozmów nie brakowało, obydwie były trochę po trzydziestce i były mężatkami, z tym, że Kinga miała dziesięcioletnią córkę, a Monika odkładała decyzję o dziecku na później. Każdy dzień rozpoczynały od zwierzania, z czym małżonek wyskoczył poprzedniego wieczoru i prędko zauważyły, że łączy je jeszcze coś...

- Wiesz - powiedziała kiedyś Monika - Mnie to strasznie brakuje swobody. Nie wyobrażam sobie, że mam być już na zawsze uwiązana w jednym związku. No, może nie do końca mi to przeszkadza, ale... uwielbiam być adorowana przez mężczyzn, a mój mąż... No, niby się stara, ale ...

- Ale to już nie jest to samo? - dopowiedziała ze zrozumieniem Kinga. - Jak ja cię kochana rozumiem! Czuję dokładnie to samo! Mój mąż jest bardzo dobrym człowiekiem, ale nie czuję już tego ognia co na początku. 

I tak sobie dyskutowały codziennie, wymieniając się poglądami, marzeniami, wspomnieniami i wszystkim tym, czym kobiety na ogół lubią się w rozmowie wymieniać. Poczuły tę specyficzną więź, która sprawia, że człowiek czuje się dobrze w swoim towarzystwie i którą czasami postrzega jako przyjaźń. Czy były przyjaciółkami? O, z pewnością natychmiast powiedziałyby że tak! Tylko ta złośliwa szefowa przypatrywała im się podejrzliwie, a nawet ośmieliła się powiedzieć, że na spotkania towarzyskie mogą umawiać się po pracy. 

- Pewnie, że możemy... - burknęła Kinga i kilka dni później rzeczywiście wylądowały w pobliskiej kafejce. 
- Jak tu ładnie! - zachwycała się Monika. 
- I nareszcie możemy porozmawiać swobodnie! - zgodziła się koleżanka. 

Toteż rozmawiały swobodniej i powierzały sobie kolejne tajemnice, dzięki czemu Monika dowiedziała się, że Kinga lubi od czasu do czasu zbałamucić jakiegoś chłopa, a Kinga dowiedziała się, że Monika przed mężem nie miała innego kochanka. Od tej pory bardzo często spotykały się po pracy, na początku w kafejkach i restauracjach, a potem również w pubach, bo odkryły, że przy piwie lub kieliszku wina rozmawia się jeszcze swobodniej. 

Monika była dziewczyną raczej spokojną i dopiero przy Kindze odkryła, że można wyjść bez  męża do pubu na piwo, a jak się dobrze zasiedzi to i załapać się na dyskotekę. Mąż Kingi pracował w delegacji, więc kobieta właściwie miała wolną rękę. Córka radziła już sobie coraz lepiej, chętnie zostawała na noc u babci, więc Kinga mogła imprezować dłużej. Monika nie miała tej swobody, mąż często wydzwaniał do niej, kiedy siedziały w pubie, a wtedy Kinga śmiała się z niej, że nie umie sobie chłopa wychować. Dla Moniki było to przykre, ale mimo to nie ugięła się, kiedy koleżanka zaproponowała jej, by wymyśliła jakąś dobrą "bajeczkę" i mogła zostać na całonocnej imprezie. Monikę co prawda kusiło, jednak czuła się nielojalna. Zdecydowała że porozmawia z  mężem szczerze i powie, że szykuje jej się babski wypad, a jeśli mąż się nie zgodzi, zapomni o temacie. Koleżanka wierciła jej jednak dziurę w brzuchu, że małżonek na pewno zechce się przyłączyć i w ostateczności Monika zrezygnowała. 

I kto wie, jak długo trwałaby ta dziwna przyjaźń, która zaczęła się nad biurkiem w odrapanym biurowcu, a następnie przeniosła do zadymionych krakowskich pubów, gdyby nie jeden wieczór. Po pracy Monika pobiegła do domu założyć lżejsze ciuchy i planowała dołączyć do koleżanki w stałym miejscu. Mąż jednak nie był zadowolony i doszło do krótkiej sprzeczki. Mężczyzna zwrócił Monice uwagę, że wychodzi do pubu co najmniej dwa razy w tygodniu, wraca coraz później i często czuć od niej alkohol. Zarzucił jej także, że źle dobiera sobie przyjaciół. Kobieta obruszyła się i bez słowa wyszła z mieszkania. Pojechała na spotkanie z Kingą. Była wściekła na męża za jego słowa, ale nie potrafiły jej wyjść z głowy. W pubie zjawiła się zła i przygnębiona. Kinga już na nią czekała, podobnie jak zamówiony kieliszek wina...

Po kilkunastu minutach humor Moniki poprawił się, kobieta rozluźniła się. I wtedy zadzwonił telefon Kingi. Kobieta zniecierpliwionym ruchem sięgnęła po komórkę, ale nie odebrała. Na to miejsce napełniła winem ich kieliszki. Telefon ucichł a następnie ponownie się rozdzwonił. Kinga skrzywiła się i spojrzała na wyświetlacz. 

- To moja córka - rzuciła tonem wyjaśnienia a potem dodała coś, od czego Monice aż zaparło dech - Nie teraz, dziecko, spierdalaj! 

W tej jednej chwili, jakby zasłona spadła jej z  oczu i spojrzała na koleżankę zupełnie innymi oczyma. To czego nie dokonały słowa jej męża, uczyniło jedno wulgarne słowo rzucone pod adresem niewinnego dziecka, które ośmieliło się zakłócić spokój swej matki. Ujrzała nieco podpitą kobietę z mocnym makijażem, luzacko rozpartą na skórzanej kanapie loży. Zerknęła w drugą stronę i napotkała w oknie odbicie drugiej takiej samej kobiety. To była ona sama! 

Monika już nigdy nie umówiła się z Kingą, ani na kawę, ani na lampkę wina. Do pubu wychodzi teraz z mężem, a raczej wychodziła, bo już niedługo sama zostanie mamą...

18 komentarzy:

  1. Aż mnie ciarki przeszły na słowa rzucone do córki...Już samo zachowanie jest karygodne, bo ok spotkać się raz na jakiś czas z koleżankami, ale nie tak często i nie notorycznie na całą noc, jak ma się dziecko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, to dziecko urodziło się chyba dużo za wcześnie, mama nie użyła życia i bardzo jej tego brakowało. Nie zawsze tak jest, ale niektórzy ludzie lubią rozrywkowy tryb życia. Ale faktycznie, aż się coś robi, jak słychać takie słowa do dziecka.

      Usuń
  2. Znam takie kobiety niestety.. Mąż i dziecko im przeszkadza i szukają innych wrażeń. Smutne to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spotkałam takich kilka. Jedna ma dwoje dzieci, każde z innym panem. Mimo to nadal imprezuje. Będzie trzecie? :)

      Usuń
  3. lubię, jak się dobrze kończy:)
    a ten mąż mógłby coś zrobić dla ożywienia związku a nie tylko awanturę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię jak się dobrze kończy :)
      Mógłby, mógłby, i chyba zrobił bo dziecko będzie ;)

      Usuń
  4. Asiu, mam pytanie. Czy TY piszesz książki? Bo tak ślicznie to robisz.... Tak lekko pióro masz... Z przyjemnością się Ciebie czyta.

    (po 50)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę jedną do szuflady, tylko ostatnią ją gdzieś zgubiłam :D
      dziekuję za miłe słowa :*

      Usuń
  5. Dobrze, że ta zasłona nie spadła za późno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, ale człowiek czasem jest taki ślepy...

      Usuń
  6. Dobrze, że ta zasłona nie spadła za późno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślalam, że tylko mi się dublują :P

      Usuń
  7. dobrze, że sama zrozumiała i w odpowiednim momencie... a takich kobiet jest niestety wiele...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiała dostać solidnego kopa tym jednym słowem :)

      Usuń
  8. Przykre to co opisałaś, ale jednak są zawsze dwie strony medalu. Nie chcę nikogo tłumaczyć, bądź bronić, jednak może fakt, że mąż często w delegacji źle wpłynął na relacje w rodzinie, może brak zaangażowania po obu stronach związku negatywnie odbija się na dziecku, niestety..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tę historię można byłoby opowiedzieć z drugiej perspektywy. Pewnie byłoby to nawet większym wyzwaniem...

      Usuń
  9. Każdy z nas ma dwie strony, czasem trudno jest nam od razu dostrzec wszystkie wady.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj
    Smutna historia, jak wiele o kobiecych relacjach.
    Milutko pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)