Nie umiem pisać, gdy dopada mnie jakaś zgryzota. Trochę to dziwne, bo powinnam to z siebie wyrzucić i poszukać pocieszenia. Ale już tak mam. Kiedy się martwię, nie piszę. Nie czytam. Nie umiem skupić myśli na niczym konkretnym. Nie mam cierpliwości do bliskich. Jedyną czynnością, która przychodzi mi łatwiej i którą mogę wykonać jest spacer z psem. Biorę smycz i leziemy więc hen, daleko. Najlepiej z dala od ulicy, bo z koncentracją przy zgryzocie bywa różnie.
Kiedyś miałam inaczej. Gdy dopadała mnie chandra, smutek, gdy się czegoś bałam, brałam zeszyt i długopis. Nie pisałam pamiętników, o nie. Ten etap zostawiłam za sobą pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Zresztą pisanie pamiętnika w chwilach wielkiego smutku nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Po co czytać swoje zapiski po pewnym czasie i wspominać, że było źle, smutno i do tylnej części ciała? Pisałam więc powieści. Radosne albo mroczne, tajemnicze lub romantyczne - taki był z tego pożytek, że one zostawały w tym zeszycie. A w nich świat taki, jakim chciałam go widzieć. Kreowałam taki świat, o jakim marzyłam :)
Wolałam tak, jak było kiedyś. To była jakaś tam terapia. Teraz nie umiem a szkoda. Przepędziłabym smutki szybciej, szkoda mi na nie czasu. Marnują mi to, co mogłabym zrobić. Ale jak widzicie już jest okej, bo piszę. Już mi się poprawiło. Zauważyłam jeszcze jedną zmianę. Kiedyś nie potrafiłam rozmawiać, o tym co mnie gryzie. Dziś jestem w stanie spotkać się z przyjaciółką i nieco z siebie zrzucić. Wygadać się. Paradoksalnie mniej ufam ludziom ale więcej im zdradzam. Oczywiście nie wszystkim :)
Cieszę się, że już lepiej. Pamiętaj, do mnie zawsze możesz śmiało uderzać i gdy jest fajnie i gdy jest źle i coś Cię gryzie :*
OdpowiedzUsuńA ja wiem :)
UsuńDobrze to rozumiem, też jak mam zgryzotę to pisanie idzie się paść. Nie umiem pogodzić tych dwóch funkcji, jak jedna się włącza to druga wyłącza, albo odwrotnie :)
OdpowiedzUsuńTrza tylko liczyć na poprawę samopoczucia i rozwiązanie wszelkich problemów.
Czego oczywiście życzę :)
Na szczęście u mnie żadna chandra nie trwa długo, więc już piszę :))
Usuńja właśnie jak mam problem to lubię z kimś porozmawiać albo przelać swoje myśli na papier :)
OdpowiedzUsuńJa porozmawiać tak, nawet przez telefon :) Ale pisać już nie umiem. Drażni mnie nawet stukot klawiatury :))
UsuńTo jaki masz teraz sposób na przepędzenie smutków? Oprócz spaceru z psem, rzecz jasna. Mnie pomaga sprzątanie - choć to akurat wychodzi mi dużo lepiej, kiedy jestem zła.
OdpowiedzUsuńWłączam sobie seriale, ale muszą być bardzo wciągające. Poza tym pies, w innych wypadkach snuję się po domu i się zadręczam. No i czekolada jeszcze...
Usuńa ja właśnie z tych, które wolą z siebie wszystko wywalić, niż ciągle tłumić. Wiesz, jak moja mama zachorowała na cukrzycę, to lekarz jej powiedział " trzeba było z siebie wszystko wywalić, a nie tłumić w środku, bo to powoli panią zżerało"... i chyba coś w tym jest/było...
OdpowiedzUsuńTylko, że ja nie tłumię. Jesli mam z kim pogadać to gadam, ale nie umiem sie skupić na pisaniu :)
UsuńMam tak samo jak ty- gdy mam zły dzień, to mam zły dzień i tyle.Najlepiej trzymać się wtedy ode mnie z daleka, inaczej nie da rady. A pamiętniki pisałam,kiedyś i zawsze wtedy jak byłam smutna.Dlatego spaliłam, co do jednego.Czasem mi szkoda, czasem myśle ,że lepiej.Tak jak zauważyłas- po co wspominac kiedys tylko te dołki?
OdpowiedzUsuńTak, ja też swoje spaliłam. Drażniła mnie moja własna infantylność :))
UsuńTez zauwazylam u siebie podobny trend. Jak mam problem, to raczej zamykam sie w sobie zamiast z siebie to wyrzucic... :(
OdpowiedzUsuńBo może to jest tak Agatko, że coraz bardziej zamykamy się w swoich skorupkach? Dobrze że są jeszcze ludzie którzy sie pod nie wręcz wpychają :)
Usuńja tam pisze i dobre i złe rzeczy a moje pamiętniki zeszytowe pełne są smutków i rozpaczy ale to jest dla mnie dobre bo dzięki nim widzę jak jestem silna jak się nie oddałam ja bardziej nie ufam ludziom i mało się zwierzam a kiedyś było inaczej człowiek się zmienia przez swoje doświadczenia
OdpowiedzUsuńJa właśnie też nie ufam. Mam garstkę dobrych przyjaciół, jedną najlepszą przyjaciółkę, parę koleżanek i to tyle. Może to i dobry sposób z trzymaniem tych zeszytów, ale ja zabijam smutek, sprawiam, że go nie ma. Potem wraca, ale wiem, że i tak go zniszczę :)
Usuń