sobota, 28 marca 2015

Nie lubię o chorobach...

U pewnego chłopaka zdiagnozowano guza na mózgu. Mam nadzieję, że wszystko zakończy się szczęśliwie, dopiero co wszedł w dorosłe życie, zaczął odnosić sukcesy zawodowe, cieszył się, że tak dobrze mu się powodzi. Jedna chwila pokazała, że wszystkie sukcesy, zaszczyty i pieniądze nie są ważne. Bo prawdziwym sukcesem jest zdrowie i życie. 

To tylko jedna z kilku wiadomości, które przyniósł do domu mój mąż. Chłopak związany jest z zakładem pracy, w którym zatrudniony jest Kocurzasty,więc informacja ta wzbudziła tam wielkie poruszenie. Tak się jednak zdarzyło, że kiedy Kocur zaczął o tym opowiadać, była u nas teściowa. Ona uwielbia ciągnąć takie tematy i w momencie zaczęła się litania. U tej wykryto guzka. Tamta pojechała do szpitala. Ten umarł, kojarzysz go synu, on kiedyś przyszedł do ojca, ty wtedy do zawodówki jeszcze chodziłeś? A przecież ten co zemdlał w ośrodku i go karetka wzięła, miał tak zaawansowanego raka, że lekarz tylko głową kręcił! A naszej kierowniczki siostra ma zdiagnozowane to i to. A umarł jeszcze ten, no jak on się nazywał..."

W pewnym momencie zrobiło mi się wręcz słabo i duszno. Musicie wiedzieć, że ja bardzo nie lubię rozmawiać o chorobach, bardzo. Nie znaczy to, że uciekam przed tematem, przecież dobrze wiem, że ludzie bardzo chorują, właściwie każdy z nas musi z czymś się zmagać. Że ludzie umierają. Że trzeba się pilnować, by w razie czego wcześnie wykryć. Jednak takie litanie wzbudzają we mnie gorący sprzeciw. No, bo co tu roztrząsać ludzkie nieszczęście? Wymieniać jak towary z listy sprawunków? I chyba po raz pierwszy jak znam moją teściową, poprosiłam, żeby zmieniła temat. Zaniemówiła, ale to chyba dobrze. W międzyczasie JA zmieniłam temat i dalej rozmawialiśmy o wiosennych porządkach. Nie lubię rozmawiać o chorobach z dwóch powodów. Po pierwsze uważam, że to trochę nie na miejscu roztrząsać choroby obcych osób, takie to trochę hienowate mi się wydaje, zwłaszcza że większość osób opowiada nie z troski czy realnego zainteresowania, ale bardziej plotkarsko. A po drugie, jak mnie ktoś "częstuje" taką wiązanką, zaczynam myśleć o tym, jak bardzo boję się, że pewnego dnia mogłabym odejść od córeczki i męża. 

7 komentarzy:

  1. Ja też mam często wrażenie, że o chorobach - zwłaszcza czyiś ludzie często rozmawiają na zasadzie licytacji. Ten ma to, tamten tamto, a ów ma jeszcze gorzej, bo ma to...
    Choroby i cierpienia są wśród nas, ale to nie znaczy, że trzeba wymieniać wszystkie znane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie wiem, czy gdybym była chora chciałabym, by ktoś o tym opowiadał na około...

      Usuń
  2. Tu u mnie średnio co drugi dzień jest jakiś pogrzeb.Znajomi, sąsiedzi bliżsi i dalsi, rodzina.Zgodnie z tradycją znajomi czynnie uczestniczą w pogrzebach, stypach.Ja z reguły prowadzę o to wojnę.Owszem dokładam się zawsze do kwiatów, ale na tym się kończy.Uważam ,że to bez sensu bym uczestniczyła w pogrzebie każdego mieszkańca - którego ja przecież nawet nie znam, a w dodatku za każdym razem ciągnąć ze sobą dziecko 3 letnie na cmentarz.Ja staram się zrozumieć ich tradycję, szacunek.Ale wkurza mnie ,że mieszają w to mnie.Bo mnie, jako osobie obcej czasem aż wstyd iść na pogrzeb czy pchać się na stypę i udawać smutek.A najgorsze jest właśnie to obgadywanie, bo jak ktoś zaczyna chorować to w sklepie o niczym innym się nie mówi.A mnie co do tego?To strasznie przykre :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w Polsce w sumie też robi się stypy, ale chyba tylko dla rodziny. Choć ja pamiętam, że zaprosiłam też sąsiadów po pogrzebie mamci, ale to naprawdę bliscy sąsiedzi i utrzymywali z mamcią kontakt. A dzieci to według mnie na pogrzebach nie za bardzo mają co szukać. Kiedy byłam malutka babcia wzięła mnie ze sobą, do dziś pamiętam tego człowieka w trumnie i mroczny pokój... brrr..

      Usuń
  3. Też nie lubię słuchać takich litanii o rakach i innych chorobach aczkolwiek jak się czasem spotykamy w naszym towarzystwie gdzie są sami chorzy na to samo co ja to leci inna litania - jakby tak ktoś z boku posłuchał to by się złapał za głowę. Bo u nas tematy operacji i leczenia lecą jak coś zwykłego - jak rozmowa o pogodzie :) Ale to jednak zupełnie inna sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej jak się mówi w takim gronie, albo o swoich chorobach czy nawet w rodzinie. To rozumiem, że każdy chce się wygadac, czy poradzić, ale tak żeby po prostu wymieniać co kto ma, to co najmniej dziwne dla mnie :)

      Usuń
  4. Ja sie w ogole smierci boje i nie lubie nawet o tym myslec :/

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)