niedziela, 29 marca 2015

No i jestem obrzydliwa

Wspominałam, że nie lubię litanii typu "ten umarł,a ten ma to" ale jest jedna rzecz, której w rozmowach nie lubię jeszcze bardziej. Jestem mianowicie okropnie obrzydliwa i nie cierpię debatowania nad rzeczami krwawymi i śmierdzącymi, szczególnie w okolicach talerza. I ponownie kłania się scenka rodzajowa z udziałem mojej teściowej. I to wcale bynajmniej nie temu, że teściowa jest niewychowana w każdym względzie lub klasycznie mnie drażni (to czasem też), ale po prostu jest najczęstszym gościem w naszym domu i dzięki niej mam o czym pisać :P

Dalej będzie niesmacznie, więc jeśli ktoś je, albo coś... to wiecie :)

Mianowicie zasiedliśmy sobie do konsumowania kotleta mielonego z ziemniakiem i mizerią, kiedy nie wiedząc,co sprowokuję, poruszyłam kwestię, że muszę jechać córce po pieluchy. Dziecko mam nocnikowe, ale na noce zakładamy jeszcze pieluszkę i pewnie długo będziemy, a czasami o 20,00, kiedy już biegam po domu w piżamie, okazuje się, że nie ma ani sztuki podrabianego pampersa i trzeba się w te pędy ubierać i lecieć do pobliskiego sklepu. A więc ja wyszłam z tekstem, że trzeba kupić, a teściowa wyszła z tekstem, że ostatnio chciało jej się śmiać, bo żona mojego szwagra nie zauważyła, że córcia zrobiła kupę, a dziecko się tak zaklajstrowało, że aż mu pod pachami wyszło. Moja wyobraźnia jest bogata, pewnie za bogata, bo aż mi się kotleta odechciało. Spojrzałam na męża, ale on konsumował dalej z uduchowionym wyrazem twarzy. Spojrzałam na córkę, ale ona chyba nie załapała komizmu sytuacji, spojrzałam na teściową i napotkałam szeroki uśmiech i gestykulację, która miała podkreślać, że jej młodsza wnuczka robi kupy jak smok :D Na szczęście temat szybko się wyczerpał i z ulgą wróciłam do talerza, choć muszę wam powiedzieć, że przełykałam ślinę jak kaczor. 

Ale wtedy teściowa przypomniała sobie, jak ostatnio była świadkiem, jak pan w stanie wskazującym na spożycie przewrócił się na chodniku, pozostawiając po sobie mokrą plamę. Tutaj nastąpił wyraźny opis tego, co panu wypłynęło i spłynęło. I nie zdzierżyłam, wyszłam do łazienki. Może teściowa robiła zamach na mój kawałek kotleta i chciała się mnie z kuchni pozbyć? Ale szczerze mówiąc to wątpię, bo moje kotlety mielone nie należą do wybitnych rarytasów, poza tym teściowa nie za bardzo może smażone. Najlepsze że oni dalej jedli niewzruszeni, no dziecku się nie dziwię, bo mogła nie zrozumieć pewnych słów, ale mój mąż i teściowa pałaszowali aż im się uszy trzęsły. I tylko ja miałam przed oczyma obydwie te scenki i nie dałam rady dokończyć obiadu, na czym skorzystał Uszaty Pies. 

Teraz tak sobie myślę, że nie zawsze tak miałam, a z różnymi rzeczami człowiek się stykał. Może po trzyletnim zmienianiu pieluch zrobiłam się nadwrażliwa? Ale chyba powinno być na odwrót. Nie mniej nie cierpię takich wstawek, unikam spotkań mam, które chcą porównywać kupki swoich dzieci, bo choć "nic co ludzkie nie jest mi obce" to jednak "nie wszystko jest smaczne". A jak Wy macie? Trochę taki śmierdzący temat i być może brzydko zapytam,: jesteście obrzydliwe, czy dajecie z tym radę? 

20 komentarzy:

  1. Daje rade. Jadłam na stołówce w podstawówce ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem obrzydliwa i jak opis kupy ów wnuczki mnie nie ruszył, tak już odchody pana po alkoholu tak... okropnie mnie takie rzeczy/widoki/opisy ruszają...nie lubię też jak na przykład ktoś porównuję coś do czegoś, w sposób obrzydliwy, aż się nie chce później czegoś jeść...np. koleżanka z pracy okres do keczupu.... ma-sa-kra!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. nigdy nie byłam brzydliwa no chyba pierwszy raz w ciąży z Matkiem na widok kupy na śniegu mnie zemdliło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O w ciąży to jak mięso widziałam surowe, to miałam dość :)

      Usuń
  4. Witaj
    Napiszę krótko, wszystko ma jakiś umiar i takt. Niestety nie każdy tego przestrzega. Musimy protestować, głośno o tym mówić, nie zgadzać się !
    Owszem- jestem, jak Ty zbulwersowana takim zachowaniem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja stwierdziłam, że następnym razem po prostu wyjdę na chwilę :P

      Usuń
  5. Wiesz w sumie jak ktos opowiada to mnie nie rusza, gorzej jak to widze ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, mnie już nawet opowiadanie mierzi. Chyba się rozwijam :P

      Usuń
  6. "brzydliwe" chyba :)))) no cóż... zależy jaki mam dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i brzydliwe? Ale word nie zna tego słowa :P

      Usuń
  7. no to przybijmy sobie piątkę !!! jestem baaaaardzo "obrzyliwa" i wielokrotnie zdarzyło mi się odstawić talerz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, a no widzisz, mi też było blisko :P

      Usuń
  8. E, mnie tam opisy nie ruszaja. ;) Co innego takie atrakcje "na zywo". Nawet podcierajac wlasne dzieci zatykam nos. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że bardzo się tego balam? Nie wyobrażałam sobie, ale o dziwo. Ręka matki potrafi, nos też :D

      Usuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)