sobota, 9 maja 2015

A wtedy kwitły jaśminy...

Kiedy było już po wszystkim, Karolina każdej nocy zadawała sobie pytanie, czy doszłoby do tego, gdyby nie upierała się, by zamieszkać we własnym domu. W bezsenne długie noce leżała zwinięta w kłębek na brzegu skotłowanego posłania i cicho łkała lub wpatrywała się tępo w szarzejący prostokąt okna. Przez uchyloną kwaterę do pokoju wpadał rześki wiaterek, poruszając delikatnie firanką i wnosząc do pokoju zapach mokrej trawy i pączkujących kwiatów lipy. W tym wszystkim brakowało jednego zapachu, który o tej porze roku towarzyszył jej o każdym poranku i zmierzchu. Ale jaśminy już nie kwitły...

W małym domku pod lasem rodzina Karoliny zamieszkała wczesnym latem. Wcześniej wszyscy gnieździli się w domu jej rodziców, razem z dwiema młodszymi siostrami kobiety i gromadką ich dzieci. Karolina lubiła spokój i ciszę, bardzo męczyła się w tak tłumnym towarzystwie. Marzyła, by wychowywać swoich dwóch synków w małym i cichym domku, najlepiej gdzieś na skraju wsi lub pod lasem. Mąż doskonale zdawał sobie sprawę z jej pragnień i pewnego dnia wrócił do domu z zagadkowym uśmiechem na twarzy i filuternym błyskiem w oku. 

 - Chcę ci coś pokazać - chwycił ją za rękę i poprowadził do sfatygowanego "malucha", którym na co dzień dojeżdżał do pracy. 
- Ale co? -dopytywała zaintrygowana. 
- To niespodzianka!
- Lepiej, żeby była tego warta  - pogroziła mu palcem - bo zostawiłam w zlewie nieumyte naczynia, a jak wrócimy woda będzie zimna!

W odpowiedzi mąż jedynie się uśmiechnął. Po chwili Karolina zrozumiała, o jaką niespodziankę chodzi. Wjechali na zarośnięte, opuszczone podwórko starej leśniczówki. Nieduży domek stał zwrócony do nich frontem, zachodzące słońce zabarwiło zakurzone szyby na pomarańczowo i wydawało się, jakby ktoś włączył światło elektryczne we wszystkich pokojach. Pośrodku podwórka stała stara studnia z kamienną cembrowiną, na lewo pysznił się na wpół dziki sad jabłoni, na prawo kręta ścieżynka prowadziła w łąki i lasy. Karolina stała jak urzeczona. 

- No i jak? Podoba ci się? 
- Nie... wiem. 
- No, to chodź, zobaczymy dom. 

Z kieszeni spodni wydobył stary klucz i z trudem obrócił go w zamku. Bez słowa przemierzyli niewielki domek, trzy kwadratowe pokoiki i niewielką prostokątną kuchnię. Wąski korytarz dzielił dom na dwie części i prowadził na tylny ganek, ukryty w zieleni ogrodu. Wyszli na ganek i po raz kolejny użyli klucza, by wyjść prosto w ramiona obsypanych kwieciem krzaków jaśminu. 

- Podoba mi się! - zawołała Karolina, wodząc zachwyconym spojrzeniem po wydzielonym przed oknami ogrodzie, o tej porze ukrytym w cieniu. 
- Nie ma łazienki. 
- To nic. 
- Nie ma wody. Trzeba nosić ze studni. - wyliczał mąż. 
- Mam dwie zdrowe ręce. Proszę, zamieszkajmy tutaj...
- Cieszę się, że ci się podoba - powiedział po chwili milczenia mąż - Bo już go kupiłem...

I tym sposobem zamieszkali w domu pod lasem, choć wszyscy znajomi pukali się znacząco w głowę. Karolina musiała przyznać, że życie w takim domu nie jest łatwe. Codziennie pompowali wodę ze studni, kąpali się w wielkiej balii ustawionej w zaimprowizowanej naprędce łazience, każdego dnia wymiatała z kątów nowe pajęczyny i sterty pająków. Ale chłopcy beztrosko ganiali po łąkach i zagajnikach, a popołudniami wszyscy chodzili na długie spacery po lesie. Lato minęło beztrosko i przyjemnie, przyszła jesień i domek skąpał się w żółci i czerwieni lasów, przyszła zima i pokrył się białą pierzynką. Okna były nieszczelne, trzeba było palić w kaflowych piecach, wynosić popiół i rąbać drwa, ale Karolina nadal była szczęśliwa i wszystkie prace wykonywała z uśmiechem. Mąż dzielnie jej pomagał, choć rzadko bywał w domu, bo pracował w mieście kilkadziesiąt kilometrów od domu. 

Przyszła wiosna i znów wszystko pięknie się zazieleniło, a Karolina z radością wyszła do ogrodu. Chłopcy również czerpali radość z wiosennej swobody, eksplorując coraz dalsze zakątki. Tylko jedna rzecz mąciła kobiecie spokój. Młodszy synek, Kajtek, nad wyraz upodobał sobie studnię. Kiedy tylko nikt go nie widział, podchodził do niej i usiłował zajrzeć pod wieko, którym była przykryta. Na szczęście nie był w stanie jej unieść, ale i tak wzbudzało to w Karolinie dreszcz niepokoju i gdy tylko widziała synka kręcącego się w pobliżu cembrowiny, groźnie poruszała palcem i goniła do ogrodu. 

Ona sama spędzała w swoim zielonym zakątku mnóstwo czasu. Posadziła nowe kwiaty, posiała warzywa i owoce. Z utęsknieniem czekała na późniejszą wiosnę i czas, gdy zakwitną jaśminy. Chciała znów je poczuć. 

Tamtego dnia cieszyła się nimi po raz pierwszy. Usiadła na stopniach ganku i schowała twarz w zielonym listowiu, wdychając słodki zapach... Tak bardzo lubiła wiosnę i zapach jaśminu, który kojarzył jej się z gospodarstwem własnej babci. Tak bardzo kochała swój nowy dom, spokojne i ciche miejsce do życia, w którym czuła się jak w raju. Nie mogła wiedzieć, że wszystko to zostanie jej odebrane lada chwila, jeszcze siedziała na kamiennych schodkach i czuła szczęście przepełniające serce. 

I właśnie wtedy usłyszała głośny krzyk  syna. Spłoszona zerwała się na równe nogi i boso pognała na frontowe podwórko. Naprzeciw niej biegł starszy syn, Piotrek. Płakał, nie był w stanie wymówić słowa i tylko wskazywał palcem cembrowinę studni. Przez chwilę nie potrafiła pojąć, co chce jej przekazać, ale ledwie jej oczy spoczęły na odsuniętym wieku, zrozumiała. Z dzikim wrzaskiem rzuciła się w kierunku studni i z pewnością wskoczyła by w jej czeluści, gdyby w tym momencie nie nadjechał mąż... Ostatnim obrazem, jaki zapamiętała, był widok falującej ciemnej wody, a potem wszystko pokrył cień. 

Kiedy się ocknęła, leżała  na łóżku, a u jej boku siedziała matka. Miała mokrą od łez twarz i w tej twarzy Karolina wyczytała więcej, niż mogłyby powiedzieć usta. Zaniosła się suchym szlochem, który przeszedł w potworne wycie. Łzy miały nadejść o wiele później, kiedy przyszedł do niej mąż i czule wziął ją w ramiona. Płakali oboje wtuleni w siebie, a za ścianą spało niespokojnie jedyne dziecko, jakie im zostało. W pewnej chwili Karolina wyszeptała mężowi do ucha: 

- Chcę, żebyś zasypał tę cholerną studnię...
- Zrobię to, ale może lepiej będzie jeśli stąd wyjedziemy? - zapytał
- Nie. Chcę pamiętać, co się stało. Ale jest jeszcze coś..
- Co?
- Wytnij wszystkie jaśminy - i odwróciła się twarzą do ściany. 

Leżała w ciemności i płakała. Poduszka była wilgotna, pachniała kwiatami i świeżym powietrzem. A z ogrodu dobiegał odgłos siekiery, która powalała na ziemię kolejne rozkwitłe jaśminy. Karolina obiecała sobie, że już nigdy nie podda się ich zniewalającej woni, miała być to swego rodzaju pokuta, kara za to, że upajała się nimi, kiedy jej syn podnosił wieko studni.


(Klarko, przepraszam, ta historia nie miała happy endu )


11 komentarzy:

  1. są zdarzenia, gdzie nie pomoże ani litościwy upływ czasu, ani zasypanie studni, ani wycięcie jaśminu.

    OdpowiedzUsuń
  2. no masz, a miałam tego kota z dzisiejszego opowiadania wyrzucić na działki albo utopić ale pomyślałam sobie eeee na weekend tak pisać :D:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Na drugi raz daj znaczek -Miśka nie czytaj;((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i Stokrotka tez nie:-(
      mam studnie na podwórku, nawet dwie. ... :-(

      Usuń
  4. nigdy nie powinno być tak, że rodzice chowają swoje dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  5. wow piękne i tragiczne... ciarki aż po plecach poszły mi smutna historia a zarazem pięknie ubrana w słowa....

    OdpowiedzUsuń
  6. ;(( smutne, ale takich przykładów w życiu jest ogrom

    OdpowiedzUsuń
  7. Łza się w oku zakręciła.....

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaśminy też poniosły karę, a przecież niewinne... Niestety, życie napisało już niejeden scenariusz, po którym rodzic do śmierci żyje z myślą: gdybym tylko nie zrobił czegoś tam, nie poszedł wtedy gdzieś tam, nie zostawił czegoś gdzieś tam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy wydarzy się nieszczęście, często szukamy winny... również w sobie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Brrr... Jaka okropna historia... To znaczy, pieknie napisana, ale jednoczesnie az dreszcz przechodzi... Odkad zostalam matka nie moge czytac takich opowiadan, bo potem snia mi sie po nocach...

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)