Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak poważnym zobowiązaniem jest zwierzę. Przykładem niech będą wakacje: chcemy gdzieś wyjechać i nagle pojawia się dylemat, co zrobić z czworonogiem. Nie wszędzie przyjmują urlopowiczów z czworonożnym gratisem, poza tym jeśli człowiek jedzie na wakacje, to chce coś zwiedzić i niepotrzebne mu komplikacje w postaci psa czy kota. Doskonałą alternatywą są hoteliki dla zwierząt, za opłatą można zostawić tam swojego przyjaciela pod dobrą opieką. Niestety, wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, albo żal im pieniędzy, co roku statystyki wakacyjne i przedświąteczne są po prostu przerażające, przy poboczach koczują porzucone psy, a schroniska zaczynają pękać w szwach.
Uszatego pierwszy raz zostawiliśmy w hoteliku, kiedy jechaliśmy na wesele. Zaopiekowali się nim bardzo sympatyczni ludzie, którzy zrobili wszystko, by czuł się jak w domu. Bardzo się denerwowałam, zostawiając go w tym hotelu, bo Uszaty to podrzutek z ulicy, który już raz został porzucony i bardzo źle znosi rozłąkę. Na szczęście po chwilowym piszczeniu, przyjął sytuację i zadomowił się u tymczasowych opiekunów. Kiedy zaczęliśmy planować tegoroczne wakacje, od razu wiedziałam, że chcę go tam zawieść, choć cena jest dużo wyższa niż normalnie w hotelu dla psów. Wszystko było już ugrane, termin zaklepany, przyjaciółka z którą jedziemy na wakacje wpłaciła zaliczkę i wtedy okazało się, że opiekunka dostała pracę na etacie i nie może się nim zająć. Była opcja, że zaopiekuje się Uszatym jej mąż, jednak pies go nie polubił i pan prosił, żeby to przemyśleć. Zwróćcie uwagę, że mogli zamknąć go w kojcu i mieć w tyłku, inkasując pieniądze, ale to są ludzie, którzy naprawdę kochają zwierzęta. Zrezygnowaliśmy dla dobra psa, ale zostaliśmy w czarnej dupci...
No i tym sposobem rodzinny wypad stanął pod znakiem zapytania. Kocurzasty chciał, żebyśmy jechały z Misią same, ale widziałam, że minę ma nietęgą. Dla mnie nie było o czym mówić, albo razem, albo w ogóle. Prosiliśmy znajomych i rodzinę, oferując kasę, którą mieliśmy zostawić w hotelu, ale nikt się nie zgodził. Było naprawdę mało kolorowo i momentami chciało mi się ryczeć. Muszę wspomnieć, że bardzo fajnie zachowała się teściowa, która chciała dla nas wziąć L4, ale przecież nie mogliśmy na to pozwolić! Ostatecznie ustaliłyśmy, że jakoś zorganizuje się, żeby pies zostawał w domu, a teściowa do niego jechała po pracy, ale nie przemawiało to do mnie. Ostatnią deską ratunku okazał się hotelik w trochę dalszej miejscowości. Dzwoniłam tam już z duszą na ramieniu, ale pani nie miała przy sobie terminarza i kazała mi dzwonić wieczorem.
I tu właśnie na scenę wkracza (pani) Maryla, w której się dosłownie zakochałam. Przegadałyśmy przez telefon chyba z dwadzieścia minut, w czasie których wysłuchałam jej powitania z psem (akurat wróciła do domu), dowiedziałam się, jakie pies ma zwyczaje, jak pies wygląda, ile waży i takie tam sprawy. Potem zeszłyśmy na temat Uszatego, wakacji i tak dalej. Kocurzasty myślał, że do jakiejś koleżanki dzwonię, tak chichrałam się do tego telefonu. Efekt? Uszaty dostał miejscówkę na sześć dób hotelowych, a przy tym odwiozą go potem do domu. Trochę to kosztuje, bo ponad 200 zł, ale jestem spokojna, że będzie mu tam dobrze, że będą się tam o niego naprawdę troszczyć a nawet rozpieszczać. Jak sama właścicielka mówi, hotel prowadzi hobbystycznie, bo ma tylko trzy miejsca dla czworonogów. A powiem Wam, że zapotrzebowanie na takie usługi jest bardzo duże. Macie ogrodzoną działkę i (obowiązkowo) lubicie psy? Macie gotowy plan na biznes. Ja mam, tylko Kocur o tym jeszcze nie wie :P
Cieszę się, że znalazło się fajne rozwiązanie;)
OdpowiedzUsuńJa też, bo zaczęłam troszkę panikować :P
UsuńWspaniały pomysł na biznes!
OdpowiedzUsuńZ Twoim sercem do zwierzaków wieszczę powodzenie:)
Gorzej jak przy takim biznesie przestanę je (tak) kochać :P
Usuńno to ogrodźcie szybko tę działkę, tylko nie wiem czy ty wtedy będziesz mieć czas na pisanie...?
OdpowiedzUsuńJa właśnie dzień w dzień próbuję wytłumaczyć Ani, że zwierzę to zobowiązanie i odpowiedzialność i przy naszym stylu mieszkania jak na razie nie możemy sobie na żadne pozwolić. Ale jak sama czytałaś....
No a dla psów hotele są, gorzej z hotelami dla syrenek;-P
Syrenki mogą czuć się pokrzywdzone :)
UsuńO to jest taki sobie pomysl, ale wart przemyślenia. Bo tego nie ma, a zapotrzebowanie jest (mówią o tym terminy). Póki co, u nas niewykonalne, ale może kiedyś, jak Mila będzie większa, a działka naprawdę nasza.
Teraz zostaje mi pisanie i radość, że na szczęście to lubię.Choć naturalnie wolałabym pisac co innego i słać Tobie w mailu :P