środa, 6 stycznia 2016

4/366 Dlaczego nie lubię pociągu papieskiego

Na pewno miałyście okazję zobaczyć pociąg papieski, złociste cudo, którym kolejarze uczcili pamięć JPII. Początkowo woził turystów do Wadowic, ale po jakimś czasie zainteresowanie zmalało i zdjęli go z trasy. W ostatnim czasie jednak wozi zwykłych pasażerów na trasie z Krakowa do Bielska, a my mamy przyjemność jeździć nim do Wadowic. I początkowo bardzo się cieszyłam, że akurat ten pociąg jeździ, bo to wyższa technika, nie trzęsie, siedzenia takie ładne i jeździ dość cicho. Ale szybko okazało się, że ma ten pociąg swoje minusy, a najważniejszym jest to, że on początkowo zatrzymywał się tylko na miejskich stacjach i jest dopasowany do wysokich peronów. Na dodatek poręcze ma od wewnątrz wagonu i żeby wsiąść do niego z dzieckiem na naszym przystanku, trzeba się naprawdę nagimnastykować, żeby nie powiedzieć, że wchodzić na kolanach. (Bądź co bądź papieski, to może o to chodziło, żeby na kolanach?)

Ale po wczorajszej przygodzie znielubiłam papieski pociąg ostatecznie. Jak zwykle podjechał na stację i zaczęłyśmy się do niego gramolić. Wygląda to tak, że podnoszę córkę do środka i lekko wpycham, po czym wspinam się sama. A wczoraj zdążyłam Milkę wepchnąć, a drzwi zaczęły się zamykać! Mila się przestraszyła i cofnęła, ja się przestraszyłam, że ją zgniotą i pociągnęłam ją do tyłu. Drzwi się znów otworzyły, więc powtórzyłyśmy manewr z wchodzeniem, po czym znów zaczęły się zamykać! W końcu jakoś się wtaszczyłyśmy, ale ciśnienie mi się podniosło solidnie. W tym czasie w naszą stronę podszedł maszynista, żeby pomóc nam wsiąść. Wiecie co, zestresowałam się na maksa, a gdyby konduktor nie zauważył i pociąg pojechał z samą Milą? Chyba muszę jej zrobić adresatkę, jak dla psa :P Bo ona co prawda mówi, że nazywa się tak i tak, ale już sama sytuacja, jaka okropna!

I widzicie, rozmawiałam z panią konduktorką i ona mówi, że to kwestia fotokomórki. Po prostu zbyt długo pozostawałyśmy w bezruchu (jeśli gramolenie można nazwać bezruchem) i drzwi to wyłapały i zaczęły się zamykać. Jednak na pewno nie zamknęłyby się do końca, tak żeby nas przytrzasnąć, bo fotokomórka nas by wyczuła. Dziękuję, nie sprawdzę. I powiem wam, że chrzanię takie technologie. Wolę czarne złomki (pociągi, na pewno je znacie), czasem drzwi się w nich nie domykają, piździ jak w kieleckim, mają twarde siedzenia, ale poręcze są na swoim miejscu i można do nich wsiąść bez przygód :)

10 komentarzy:

  1. Ojej. Ja zawsze miałam taki koszmar jak byłam mała, że mama nie zdarzy wsiąść gdzieś i pojadę sama. Do dzisiaj zresztą boję się tak o Mimiśka. Całe szczęście, że on umie się przedstawić i adres zna dobrze. teraz czas na numer telefonu do mamuśki chyba.
    Oj nerwówkę to miałaś jak nie wiem co.

    OdpowiedzUsuń
  2. Daj spokój, toż to przecież trauma dla Milenki mogła być. W ogóle bez pojęcia go skonstruowali.

    OdpowiedzUsuń
  3. Daj spokój, toż to przecież trauma dla Milenki mogła być. W ogóle bez pojęcia go skonstruowali.

    OdpowiedzUsuń
  4. O curwa, nieźle.
    Durna technologia w tym przypadku, niech się pocałują w fotokomórki ci, co to wymyślili...
    Dobrze, że to się tylko tak skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieźle. Nie miałam okazji jechać tym pociągiem ani nie widziałam go na oczy, ale sytuacja nie fajna, współczuje. Dobrze, że nic takiego się nie stało. Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Od rodziców do Krakowa kursuje takie cudo. Ciągle się psuło, a raz się drzwi nie chciały otworzyć i stali pół godziny w szczerym polu. Masakra. Choć z dziećmi lubiłam nim jeździć. Brakuje mi pociągów :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Co za dużo techniki to też niezdrowo. Tutaj przynajmniej winę można zwalić na maszynę a w Warszawie kierowcy zamykając drzwi potrafią dziecko w wózku przytrząsnąć czy zamknąć drzwi kobiecie podczas gdy dziecko już w autobusie. To dopiero szlak człowieka trafia:| Ale niestety warszawscy kierowcy grzecznością nie grzeszą :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ua ale przygody, nie zazdroszczę. Stres i nerwy tylko, jakbyś mało miała :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny argument za tym, żebyś na kurs poszła Kochana, mały samochodzik utrzymacie, przecież nie wiadomo jak wielki Wam nie potrzebny, a zobacz ile lżej byś miała.

    OdpowiedzUsuń

Chcesz to, pisz :) Byle z sensem :)